poniedziałek, 12 grudnia 2016

Kilka uwag pokonferencyjnych.

Konferencja naukowa Katedry Prawa Cywilnego WPIA UW „Skutki kontraktowe uznania postanowienia umowy za niedozwolone w relacjach między konsumentem a przedsiębiorcą w świetle europejskiego prawa konsumentów” odbyła się 9.12.2016. Konferencja była okazją do przedstawienia szeregu poglądów, ogniskujących się chcąc niechcąc wokół tematyki abuzywności i wadliwości indeksowanych i denominowanych umów kredytowych. Przedstawione na konferencji poglądy wymagają kilku słów podsumowania i komentarza. Z konieczności skrócona formuła wpisu na blogu uniemożliwia wskazanie prelegenta oraz głosów polemicznych.


1. Stabilność systemu bankowego w systemie prawa cywilnego.

Teza o stabilności systemu bankowego, czy szerzej finansowego, jako dobru podlegającym ochronie w prawie cywilnym jest nie do pogodzenia z aksjologią kodeksu cywilnego. Art. 1 k.c. stanowi, że prawo cywilne reguluje stosunki między indywidualnymi osobami, a nie stosunki społeczne en bloc. Dał temu wyraz m.in. SN w wyroku I CSK 472/11. Przyjęcie, że stabilność systemu bankowego należy do elementów porządku publicznego chronionego przez prawo cywilne wymagałoby uznania stabilności systemu bankowego za jedną z zasad współżycia społecznego (art. 58, art. 3531 k.c.) i to niezależnie od tego, czy stabilność byłaby zagrożona przez sprzeczne z prawem działania uczestników systemu. Postulat ten, to awansowanie powiedzenia „too big to fail” do rangi zasady prawa. Tymczasem prawo cywilne zna zupełnie inną zasadę, mianowicie zasadę niezwiązania „złymi zwyczajami”, kreowanymi przez grupę profesjonalistów we własnym interesie z pokrzywdzeniem klientów (M. Safjan, w: M. Safjan (red.), System prawa prywatnego, t. 1, Warszawa 2007, s. 186; zob. też orz. SN C 105/49 oraz wyr. SN II CR 536/64; co do złych zwyczajów na rynku finansowym zob. np. wyr. SA w Warszawie VI ACa 87/12, wyr. SO w Łodzi III Ca 39/13 (s. 19) oraz wyr. SA w Łodzi I ACa 1206/13 (s. 27).

2. Odstraszający cel dyrektywy 93/13 a stabilność systemu finansowego.

Założenie, że stabilność systemu finansowego jest granicą zastosowania sankcji nieważności, o której mowa m.in. w art. 6 ust. 1 dyrektywy, oparte jest na pomyleniu domen prawa prywatnego (cywilnego) i publicznego (w szczególności administracyjnego, ale też karnego). Prawo prywatne nie może zajmować się stabilnością systemu finansowego, gdyż nie ma do tego narzędzi. Nie można powiedzieć, że stwierdzenie nieważności jednej umowy zdestabilizuje system finansowy. Nie można też określić która z kolei sprawa (setna? tysięczna?) miała by destabilizacyjny skutek wywołać. Skoro każda sprawa jest inna, a statystyki mówią, że tylko niewielka część klientów instytucji finansowych pozywa je nawet w przypadku masowo popełnianych nadużyć zaufania, to nie można sprawy cywilnej traktować nawet w kategoriach mniej lub bardziej formalnego „precedensu” uruchamiającego lawinę spraw „wygranych” już na wstępie. Dodatkowo, doświadczenie z kryzysu finansowego z roku 2008, który właściwie wcale się jeszcze nie skończył, uczy że swoista pobłażliwość polegająca na neutralizowaniu odstraszającego celu dyrektywy 93/13 wywołuje efekt „szantażu moralnego” („moral hazard”), polegającego na podawaniu przez instytucje finansowe coraz bardziej „innowacyjnych produktów finansowych”. W efekcie, system finansowy jest coraz bardziej rozchwiany przez produkty finansowe, znacznie bardziej niż byłby w sytuacji stwierdzenia bezskuteczności tych produktów, nawet za cenę poddania części uczestników rynku procedurom restrukturyzacyjnym.

Argumentem o stabilności systemu finansowego jako celu wyłączającym, w pewnym zakresie, cel odstraszający dyrektywy, posłużył się ostatnio Rzecznik Generalny TSUE w opinii do sprawy C-154/15 z 13.07.2016. Stanowisko to nie daje odpowiedzi na przedstawione wyżej zastrzeżenia. Stanowi ono zresztą niedopuszczalną próbę neutralizacji prawa stanowionego przez wykładnię contra legem. Art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13 nie pozostawia bowiem miejsca na cele inne niż odstraszanie przedsiębiorców przed stosowaniem nieuczciwych klauzul umownych. W dyskusji wskazano zarówno, że stanowisko Rzecznika nadaje się do zastosowania również do rozwiązania „problemu frankowego”, jak i że pogląd ten się do tego nie nadaje. Za drugim, prawidłowym stanowiskiem, wskazano następujące argumenty, odnoszące się do rozpoznawanej sprawy:
- klient mógł z łatwości „spłacić” (w polskim tłumaczeniu błędnie wskazano „odprzedać”) kredyt z pomocą innego kredytu,
- stosowanie klauzuli nie skutkowało istotnymi zmianami kwot miesięcznych rat.
Powyższe cechy nie występują w przypadku kredytów indeksowanych (denominowanych).

3. Sankcja nieważności umowy jest przejawem „publicyzacji”, ale nie „penalizacji” prawa cywilnego.

„Publicyzacja” prawa prywatnego (cywilnego) jest tendencją obecną od lat w europejskich porządkach prawnych, w tym w prawie polskim. Wychodzi ona z obserwacji zarówno postępującej specjalizacji obrotu prawnego, jak również postępującego rozwarstwienia uczestników obrotu z uwagi na obrót masowy, globalizację oraz łatwość komunikacji w mediach elektronicznych podmiotów wcześniej odizolowanych barierami komunikacyjnymi. Narzędziami „publicyzacji” są normy bezwzględnie obowiązujące (niepodlegające modyfikacji wolą stron), a także normy jednostronnie bezwzględnie obowiązujące (podlegające modyfikacji tylko na rzecz strony słabszej). Naruszenie takich norm przez zawarcie umowy o treści naruszającej przepisy prawa skutkuje bezskutecznością całości lub części umowy. Szczególnym polem „publicyzacji” prawa cywilnego jest prawo konsumenckie. „Publicyzacja” ma też inny aspekt, tj. poddawania coraz to nowych pól obrotu reglamentacji i kontroli publicznoprawnej przez organy kontroli i nadzoru administracyjnego. Tym niemniej, określanie sankcji nieważności umowy jako przejawu nie tylko „publicyzacji”, ale nawet „penalizacji” prawa cywilnego musi budzić zdziwienie. Kto właściwie jest „penalizowany” w takim ujęciu: umowa? Przeciwstawiane sankcjom inwalidacyjnym sankcje kompensacyjne w skomplikowanych umowach finansowych są dysfunkcjonalne, choćby dlatego że wykazanie związku przyczynowego między naruszeniem umowy a określonym uszczerbkiem majątkowym graniczy w praktyce z nieprawdopodobieństwem.

4. Wyroki prawokształtujące jako wyjątek w autonomii woli stron.

Przedstawianie wyroków prawokształtujących jako chroniących autonomię woli stron jest nadużyciem. Wyrok prawokształtujący (przewidziany np. w art. 3571 czy art. 388 k.c.) wyposaża sędziego w narzędzie zmiany treści umowy, w odróżnieniu od narzędzi ustalania (potwierdzania) treści praw i obowiązków. Taki wyrok stanowi wyjątek od zasady autonomii woli stron, gdyż to nie one, a sąd kształtuje ich prawa i obowiązki. Dlatego, przepisy przewidujące wydawanie wyroków prawokształtujących należą do wyjątków, których nie można wykładać rozszerzająco. Wskazane tu nadużycie opiera się na błędnym założeniu, że najwyższym dobrem chronionym przez prawo cywilne (prawo umów) jest umowa jako taka. Tymczasem, dobrem chronionym są przede wszystkim interesy stron i równowaga między nimi. Jeżeli tej równowagi nie udaje się uzyskać w ramach umowy, można zastosować sankcję zmiany umowy przez sąd (jeżeli jest przewidziana w ustawie) lub stwierdzić wystąpienie sankcji bezskuteczności (lub nieważności) części, a nawet całości umowy.

5. „Argument cenowy” jest niedopuszczalny.

Zasady współżycia społecznego są nieraz spychane na plan dalszy przez argumentację odwołującą się do zapewnienia lepszych warunków rynkowych dzięki postanowieniom umownym niekorzystnie dla klienta kształtującym zasady odpowiedzialności i rozkład ryzyk. Przykładem takiej argumentacji jest twierdzenie pozwanego, że gdyby nie niedozwolone klauzule indeksacyjne, powód ponosiłby wyższe koszty kredytu z tytułu odsetek. Argumentacja ta, znana jako „argument cenowy”, jest niedopuszczalna  (zob. wyr. SA w Łodzi I ACa 1209/13). Zasad współżycia społecznego nie można uchylić za dodatkową opłatą lub w zamian za upust. Nie istnieje związek między niekorzystnym postanowieniem a ceną świadczenia, która wynika raczej z konkurencji rynkowej, a nie z określonego ukształtowania umowy (zob. F. Zoll, Prawo Bankowe. Komentarz. Tom 2. Komentarz do art. 92a-194, Kraków 2005, s. 319; E. Łętowska, Prawo umów konsumenckich, Warszawa 2002, s. 331). Rolą profesjonalisty jest bowiem zapewnienie w zgodzie z zasadami współżycia społecznego atrakcyjnych dla klienta warunków finansowych współpracy (zob. J. Basedow, Münchener Kommentar zum Handelsgesetzbuch. Band 7, München 1997, nb. 39 do § 307 BGB z powołaniem na utrwalone orzecznictwo niemieckiego BGH).

6. Ryzyko walutowe w roku 2005 nie było mniejsze niż w roku 2008 i następnych.

Bank jako profesjonalista na rynku finansowym, co więcej jako instytucja powołana do zarządzania ryzykami rynku finansowego, powinien oceniać ryzyko finansowe, w tym ryzyko walutowe w całym czasie trwania umowy. Jak to ujął były członek zarządu BRE Banku: „Biznes bankowy to kupowanie ryzyka od kogoś, kto go nie chce lub nie może podjąć” (Banki muszą być pod kontrolą, rozmowa W. Thora z D. Furmańczykiem i M. Tejchmanem, DGP 17.04.2015). Ocena ryzyka finansowego wywoływanego przez umowę powinna być dokonana oczywiście z góry, ex ante, gdyż po ziszczeniu się niekorzystnego zdarzenia nie można już mówić o ryzyku jego wystąpienia (zob. wyr. SN I CSK 651/12). Jeżeli teraz bank mówi, że nie była w stanie przewidzieć ryzyka wystąpienia określonych niekorzystnych zdarzeń, które nastąpiły po zawarciu umowy, to logicznie prawdziwa jest następująca alternatywa: albo bank nienależycie zbadał ryzyko, albo badając należycie ryzyko nie mógł wykryć prawdopodobieństwa nadzwyczajnych, niekorzystnych zdarzeń; wydaje się, że drugi z tych przypadków stanowi przykład nadzwyczajnej zmiany stosunków ...

7. Umowy kredytowe mogą być nieważne wobec niemożności wyliczenia zobowiązań klienta w oparciu o klauzulę indeksacyjną (denominacyjną).

Jeżeli przyjąć, że umowa kredytu indeksowanego (denominowanego) stanowi swoisty podtyp umowy kredytowej, charakteryzujący się naturą odmienną od podstawowego typu umowy kredytowej i po eliminacji wadliwej klauzuli indeksacyjnej (denominacyjnej) nie jest możliwe rozliczanie umowy z pominięciem elementu walutowego, to trzeba przyjąć nieważność takiej umowy. Przekonanie o niemożności wykonywania takiej umowy oparto na obserwacji, zgodnie z którą nie zawiera się umów kredytu „czysto” złotówkowego z oprocentowaniem ustalanym w oparciu o stawkę LIBOR. Teza ta wydaje się sprzeczna z art. 3851 § 2 k.c., który benchmarku rynkowego w ogóle nie przewiduje (w odróżnieniu np. od art. 58 § 3 k.c. który jest wyłączony właśnie przez art. 3851 § 2 k.c.). Przytoczonemu wyżej głosowi o niemożności rozliczania kredytu w oparciu o stawkę LIBOR w razie eliminacji klauzuli walutowej towarzyszyło założenie o braku podstaw do zamiennego zastosowania stawki WIBOR lub stawki odsetek ustawowych, a to ze słusznym powołaniem na autonomię woli stron. Jednak sygnalizowana tu kwestia odrębnej natury umów kredytowych z elementem walutowym została ostatnio, wydaje się że słusznie, negatywnie rozstrzygnięta przez SN w wyroku I CSK 1049/14.

8. Czy w razie nieważności umowy kredytowej bankowi należy się wynagrodzenie?

W dyskusji przedstawiono pogląd o przysługiwaniu wynagrodzenia bankowi za korzystanie z kapitału przez klienta w razie ustalenia nieważności umowy kredytowej. Reprezentowane były zarówno głosy potwierdzające istnienie takiego wynagrodzenia, jak i odmawiające jego zasadności. Nawet jednak zwolennicy tego poglądu nie potrafili wskazać jak takie wynagrodzenie należałoby wyliczać; odrzucono bowiem zarówno stawkę LIBOR, stawkę WIBOR, jak i stawkę odsetek ustawowych, wskazując jedynie że miałaby to być „stawka rynkowa”. Obiecującym kierunkiem poszukiwań wydaje się wskazana przez przeciwników tego poglądu zasada nemo auditur propriam turpitudinem allegans (powołujący się na własny występek nie będzie wysłuchany). Wydaje się, że występuje tutaj luka prawna, gdyż zasady tej, intuicyjnie dość oczywistej, nie daje się zastosować na podstawie żadnego przepisu prawa stanowionego. Art. 58 k.c., 3531 k.c. oraz art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13 dopuszczają zastosowanie tej zasady w ramach dobrych obyczajów jako korektora roszczeń umownych, ale milczą co do roszczeń z bezpodstawnego wzbogacenia. Z kolei art. 5 k.c., zgodnie z jednolicie przyjmowaną jego wykładnią, nadaje się do zastosowań tymczasowych, a nie permanentnych; mówi bowiem o nadużyciu prawa, a nie o eliminacji prawa; tu: prawo do wynagrodzenia mogłoby powstać, niezależnie od art. 5 k.c., a dopiero później mogłoby zostać nadużyte. Nie jest jednak możliwe przyjęcie, że prawo powstało, a jednocześnie we wszystkich możliwych sytuacjach między dwoma stronami jego wykonywanie stanowi nadużycie prawa. Skoro występuje tu luka prawna, to należy najpierw ustalić charakter tej luki, a następnie sposób jej zapełnienia przez analogię z konkretnego przepisu (oprócz ww. wchodzić mogą w grę m.in. przepisy o rozliczeniach w razie upadku umowy wzajemnej 487-497 k.c.).


Konferencja była okazją do uporządkowania poglądów na temat wadliwości nieuczciwych umów konsumenckich, a także wskazania dalszych kierunków poszukiwań. Z pewnością nie zamknęła sporów doktrynalnych, ale przyczyniła się do naświetlenia problemów, nie tylko dla specjalistów prawa konsumenckiego, ale i dla prawników nie zajmujących się na co dzień tą gałęzią prawa, jak również dla samych konsumentów oraz osób zajmujących się pokrewnymi prawu dziedzinami wiedzy, zainteresowanym rozwojem badań nad umowami konsumenckimi.


wtorek, 20 września 2016

Wypowiedzenie kredytu? Najpierw próba restrukturyzacji.

W natłoku rzeczywistych, planowanych i markowanych zmian prawa bankowego umykają czasem nowe przepisy istotne dla oceny czynności bankowych. Do takich przepisów należą obowiązujące od roku regulacje restrukturyzacji zadłużenia kredytowego, w szczególności art. 75c pr. bank.

Bank, na gruncie obecnie obowiązujących przepisów, nie może wypowiedzieć umowy zaraz po utracie przez klienta zdolności kredytowej. Zgodnie z nową regulacją, w przypadku utraty zdolności kredytowej przez klienta (art. 75 ust. 1 pr. bank.), w szczególności w razie powstania opóźnienia w spłacie kredytu (art. 75c ust. 1 pr. bank.), bank przed wypowiedzeniem powinien zastosować procedurę restrukturyzacji zadłużenia kredytowego.

Oznacza to, nie mniej i nie więcej tyle, że bank jest zobowiązany wyznaczyć termin przynajmniej 14 dni roboczych do dokonania spłaty. W takim upomnieniu bank powinien pouczyć o możliwości złożenia przez klienta wniosku o restrukturyzację zadłużenia w terminie 14 dni. Wynika z tego, że bank może zgodnie z prawem zakładać wypowiedzenie kredytu najwcześniej po 28 dniach roboczych po powzięciu decyzji o wypowiedzeniu umowy kredytowej (minimum 14 dni na dokonanie spłaty według upomnienia oraz 14 dni oczekiwania na złożenie wniosku klienta o restrukturyzację).

Jako wypowiedzenie należy tu rozumieć wysłanie pisma o stosownej treści, a nie skutek w postaci rozwiązania umowy. Skutek taki następuje bowiem po kolejnych 30 dniach, chyba że chodzi o zagrożenie upadłością klienta, co uprawnia do skrócenia terminu wypowiedzenia do 7 dni (art. 75 ust. 2 pr. bank.).

Zaniechanie procedury restrukturyzacyjnej przez bank stanowi naruszenie art. 75 ust. 1 oraz 75c ust. 1 pr. bank. i jako takie oznacza sprzeczność wypowiedzenia z ustawą, czyli - nieważność takiej czynności prawnej na podstawie art. 58 § 1 k.c.


Uproszczona wersja procedury restrukturyzacji kredytu pojawiła się już w ustnym uzasadnieniu wyroku Sądu Najwyższego II CSK 750/15 z 8.09.2016, który stwierdził, że nawet na gruncie dawnych przepisów, nie należy mieszać i łączyć procedury upomnienia i procedury wypowiedzenia. SN stwierdził, że najpierw należy przeprowadzić do końca procedurę upomnienia, a dopiero potem rozpocząć procedurę wypowiedzenia. W aktualnym stanie prawnym stanowisko takie jest tym bardziej uzasadnione.

czwartek, 1 września 2016

Przedawnienie „karą” dla nieuczciwych banków.

Na początek dwa zastrzeżenia. Tytułowa „kara” to sankcja cywilnoprawna; w języku prawniczym taka zamiana jest niedopuszczalna, w języku publicystycznym owszem. Mówiąc o „nieuczciwych” wychodzę z założenia, że kto stosuje nieuczciwe klauzule, ten jest nieuczciwy; klauzule, dopuszczające dowolność wierzyciela w ustalaniu wysokości zobowiązań klienta są nieuczciwe.

Przedawnienie roszczeń, o którym tu mowa, pojawia się na tle dyskusji o możliwej sankcji nieważności bezwzględnej całych umów kredytowych zawierających klauzule indeksacyjne odsyłające do swobodnego uznania banku w ustalaniu wysokości kursu przeliczeniowego (np. http://www.polskieradio.pl/42/5351/Artykul/1659601,UOKiK-istotny-poglad-ws-frankowiczow-Umowy-z-mBankiem-moga-zostac-uznane-za-niewazne).

Dokładnie może tu chodzić o dwojakiego rodzaju oceny:

- umowa jest nieważna:

umowa kredytowa przewiduje dowolność banku w ustalaniu wysokości zobowiązania klienta, co jest sprzeczne z naturą umowy, co z kolei jest kwalifikowane jako sprzeczność z ustawą; taka sytuacja podlega pod art. 58 § 1 k.c., a nie pod art. 3851 k.c., przewidujący sankcję bezskuteczności częściowej tylko dla przypadków sprzeczności z dobrymi obyczajami, ani pod art. 58 § 3 k.c., przewidujący nieważność częściową, gdyż dotyczy elementu przedmiotowo istotnego, czyli takiego bez którego dana umowa istnieć nie może,

albo

- umowa jest niezawarta:

umowa kredytowa nie określa obiektywnie jednego z elementów przedmiotowo istotnych umowy kredytu, a skoro strony nie zawarły żadnej innej umowy, to znaczy że żadnej umowy nie zawarły (art. 69 ust. 1 pr. bank. w zw. z art. 70 k.c.).

Sądy wielokrotnie wskazywały, że zarówno klauzula zmiany oprocentowania (np. wyr. I CSK 46/11, wyr. SA w Warszawie VI ACa 88/10), jak również klauzula indeksacji (np. wyr. TSUE C-26/13 teza 1, a co do klauzul waloryzacyjnych wyr. SN I CSK 531/13) składają się na określenie głównego świadczenia stron, tu: równoznacznego z elementem przedmiotowo istotnym (choć trzeba wskazać, że orzecznictwo jest tutaj rozbieżne).

Z dwóch konstrukcji umów kredytowych z elementem walutowym: kredytu indeksowanego i kredytu denominowanego, przy założeniu że klauzula walutowa jest obarczona dowolnością, to kredyt denominowany jest bardziej narażony na sankcję całkowitej nieważności bezwzględnej. W umowie kredytu denominowanego zawartej w formie pisemnej przewidzianej pod rygorem nieważności próżno szukać kwoty kredytu w PLN, która bank będzie w przyszłości zobowiązany wypłacić. Z umowy dowiadujemy się tylko, że bank jest zobowiązany do wypłaty w PLN. Jest natomiast kwota w CHF (lub innej walucie obcej), ale tej, zgodnie z umową bank wypłacać nie miał. Skoro strony mają świadczyć w PLN, a kwoty w PLN nie określiły, tzn. że umowy kredytu nie zawarły.

W przypadku nieważności umowy kredytu, każda ze stron powinna oddać drugiej to co świadczyła. Drugiej stronie przysługuje roszczenie o zwrot bezpodstawnego wzbogacenia. Przy tym, roszczenie każdej ze stron jest samodzielne, zgodnie z „teorią dwóch kondykcji” (np. wyr. SO we Wrocławiu, II Ca 522/14). Ta teoria jest jednolicie przyjmowana w polskiej literaturze prawniczej; konkurencyjna „teoria salda” jest jednolicie odrzucana.

Roszczenie o zwrot bezpodstawnego wzbogacenia przedawnia się klientowi w ciągu 10 lat, a bankowi jako przedsiębiorcy - w ciągu 3 lat. Bieg terminu przedawnienia liczy się od dnia, w którym roszczenie o zwrot stałoby się wymagalne, gdyby wezwano do zwrotu w najwcześniej możliwym terminie (art. 120 § 1 k.c. w zw. z art. 455 k.c.).

Na przykładzie wygląda to tak:

- umowa kredytu została zawarta 1.1.2008,
- bank tego dnia wypłacił 100.000 PLN,
- klient spłacał 10.000 PLN rocznie,
- w roku 2016 okazało się, że umowa jest nieważna,
- bank może żądać od klienta 0 PLN (roszczenie przedawnione),
- klient może żądać od banku zwrotu 80.000 PLN (spłacał 8 lat: 8x10.000=80.000).

Klient nie dostanie jednak 80.000 PLN. Bank może bowiem skorzystać z potrącenia za okres, w którym jego roszczenia jeszcze nie były przedawnione, czyli do 1.1.2011 (art. 502 k.c.). W tym okresie klient zapłacił 3 razy po 10.000 PLN, czyli łącznie 30.000 PLN. Bank potrąca więc 30.000 PLN. Finalnie, klient może żądać od banku zwrotu 50.000 PLN (80.000 - 30.000 = 50.000).

Ocena, czy umowa jest nieważna w całości, czy też w części odbywa się na podstawie art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13, który to przepis z nieznanych przyczyn został implementowany w roku 2000 przez art. 3851 § 2 k.c., mający brzmienie:

jeżeli postanowienie umowy zgodnie z § 1 nie wiąże konsumenta, strony są związane umową w pozostałym zakresie”,

bez fragmentu mówiącego:

„[...] jeżeli jest to możliwe po wyłączeniu z niej nieuczciwych warunków”.

Fragment ten jest więc stosowany bezpośrednio z dyrektywy na podstawie jej art. 8 a contrario.

Zgodnie z dorobkiem wspólnotowym ową możliwość związania umową w pozostałym zakresie ocenia się na podstawie kryteriów obiektywnych (zob. wyr. TSUE C-453/10 i C-397/11). Zarówno konieczność natychmiastowego zwrotu świadczeń spełnianych na podstawie nieważnej umowy, jak i możliwe przedawnienie części takich roszczeń jednej lub obydwu stron są zbytnio osadzone w realiach konkretnej sprawy by wpływać na ocenę ważności umowy.

W efekcie może się okazać, że nieważność umowy kredytowej, przedstawiana często jako pandemonium dla klientów banków okaże się pandemonium dla samych banków.


poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Kredyt denominowany w ocenie Sądu Okręgowego w Warszawie.



W poprzednim wpisie (http://law24pl.blogspot.com/2016/08/kredyt-denominowany-zotowkowy-czy.html) wskazuję, że kredyt denominowany przyprawia prawników o ból głowy. Gdyby przyjąć, że jest to kredyt walutowy, to dlaczego strony umówiły przepływy w PLN? Gdyby przyjąć, że jest to kredyt złotowy, to gdzie jest umówiona kwota kredytu w PLN? Jeżeli nie umówiono kwoty kredytu, to może nie ma umowy? A może nie jest to tylko kredyt, tylko kredyt z „wkładką” w postaci instrumentu pochodnego, co łącznie daje instrument hybrydowy w rozumieniu art. 39 Międzynarodowych Standardów Rachunkowości?



Z pytaniami tymi zmierzył się Sąd Okręgowy w Warszawie. Piszę „zmierzył się” retorycznie. Bo jak wynika z treści uzasadnienia powodowie ani tych pytań nie zadali, ani nie zaproponowali przekonującej odpowiedzi na nie. Tym niemniej, poszukiwania sądu są interesujące i pozwalają na kilka ogólniejszych uwag.



         Po pierwsze, sąd nie dał się wywieść na manowce ustawy antyspreadowej. Nie wpływa ona same przez się na skuteczność umowy kredytu a przytaczany przez banki wyrok SN IV CSK 362/14 wskazuje ogólnie na możliwość bezkosztowego zawarcia porozumienia z bankiem w sprawie spłaty kredytu indeksowanego[1]. Ustawa antyspreadowa nie przewiduje jednak kryteriów zastępczego ustalania zasad rozliczeń w razie braku zgody strony na porozumienie[2]. Skoro ustawa ta nie precyzuje treści porozumienia, to kredytobiorca nie może dochodzić złożenia oświadczenia woli na podstawie art. 64 k.c., a to dlatego że konieczną przesłanką zastosowania takiego przepisu jest konkretyzacja treści dochodzonego oświadczenia woli w akcie prawnym (np. umowie, decyzji administracyjnej czy ustawie), stanowiącym źródło tego obowiązku[3]. Ostatnio również SN wyjaśnił, że ustawa ta nie wyeliminowała niedozwolonego charakteru postanowień umownych (I CSK 1049/14).



         Po drugie, sąd trafnie zauważył, że „nie wydaje się [...] aby umowa, która przewiduje obowiązek kredytodawcy udostępnienia określonej kwoty pieniężnej, natomiast na kredytobiorcę nakłada obowiązek zwrotu znacząco innej kwoty, np. dwa razy mniejszej lub dwa razy większej, mieściła się w ustawowych ramach zakreślonych dla umowy kredytu”. Niestety, dalej sąd oderwał się zarówno od ustawy prawo bankowe (art. 69), jak i od kodeksu cywilnego (art. 353 § 1 k.c.) i wskazał, że kwota kredytu została wyrażona w CHF oraz że kredyt został udzielony w CHF. Sąd wskazał dalej, że umówiono przepływy pieniężne w PLN. Sąd niestety nie poszedł dalej i nie wyjaśnił jak można w ramach umowy kredytu umówić kwotę w jednej walucie i zobowiązać się do rozliczeń w innej walucie. O tym, że jedynym wytłumaczeniem tej sytuacji, przy założeniu że umowę w ogóle zawarto, jest umowa mieszana, czyli instrument hybrydowy pisałem wcześniej (http://law24pl.blogspot.com/2015/01/kredyt-denominowany-jako-kredyt-zotowy.html, http://law24pl.blogspot.com/2016/08/kredyt-denominowany-zotowkowy-czy.html). Sąd był naprawdę blisko pisząc, że „w sensie ekonomicznym łącząca strony umowa wykreowała dla powodów obowiązek zwrotu kwoty zasadniczo innej niż otrzymana na podstawie zawartej umowy kredytu”. Niestety pojawiło się tu rozszczepienie sensu ekonomicznego i sensu prawnego, które ucina rozważania prawne; ten chwyt retoryczny jest zresztą sam w sobie nieuzasadniony, z uwagi choćby na art. 354 § 1 k.c., który odsyła do społeczno-gospodarczego przeznaczenia prawa przy ocenie umów, również w kontekście nieważności.



         Na koniec sąd sugeruje, że wynik sprawy mógłby być korzystny dla kredytobiorców gdyby kwestionowali brak w umowie ograniczenia ryzyka kursowego. Być może chodzi tu o brak wskazania na dowolność w ustalaniu kursów walut, czyli – na odesłania do tabeli banku-kredytodawcy. Może i tak, ale główny problem kredytu denominowanego to brak określenia w umowie kwoty kredytu i związane z tym pytanie czy doszło tu w ogóle do konsensu (sygn. akt: XXIV C 1257/14).









[1] Wyrok IV CSK 362/14 zapadł w sprawie o ustalenie, a SN wskazał na możliwość wytoczenia przez klienta banku powództwa o zapłatę, a także na możliwość ubiegania się o porozumienie precyzujące zasady przeliczeń walutowych.

[2] Zob. szerzej: M. Korpalski, Klauzula walutowa w umowie kredytu indeksowanego do waluty obcej a ‘ustawa antyspreadowa’, Glosa 2/2015 oraz J. Czabański, Walutowe klauzule waloryzacyjne w umowach kredytów hipotecznych. Analiza problemu, Palestra 6/2016.


[3] P. Machnikowski w: E. Gniewek (red.), Kodeks cywilny. Komentarz, Warszawa 2011, nb. 7 do art. 64; zob. też wyr. SN I CSK 153/11 oraz wyr. SA w Warszawie I ACa 301/13.

Kredyt denominowany: złotówkowy czy walutowy?





1    Pytanie to jest kluczowe dla prawnej oceny umowy kredytu denominowanego. Jeżeli jest to kredyt złotówkowy to dlaczego w umowie nie ma wpisanej kwoty kredytu? Umowa kredytu bez ustalenia kwoty kredytu nie istnieje. Jeżeli zaś jest to kredyt walutowy, to dlaczego umówiono przepływy w złotówkach? Czy taka umowa, jeżeli przyjąć jej zawarcie, jest nazwaną umową kredytu, a może już umową z elementami innej umowy?



2    SN w wyrokach IV CSK 377/10 i V CSK 445/14 rozróżnia między walutą zaciągnięcia zobowiązania (CHF) i walutą rozliczania zobowiązania (PLN). Rozróżnienie to ma na celu wyjaśnienie natury kredytu denominowanego przy założeniu, że jest to kredyt walutowy. Samo założenie, oceniane na gruncie art. 353 § 1 k.c., jest błędne. W konsekwencji, błędne jest rozróżnianie waluty zaciągnięcia zobowiązania i waluty rozliczania zobowiązania.



3    Zarówno literalna treść art. 353 § 1 k.c., jak również tradycja jego stosowania, wskazują na niedopuszczalność takiego rozróżnienia. Już na gruncie Kodeksu zobowiązań (1934) istota zobowiązania była określana jako sytuacja, w której „dłużnik obowiązany jest wobec wierzyciela do świadczenia.” (art. 2 § 1 k.z.). Na gruncie tego przepisu przyjmowano nierozerwalny związek pojęciowy między wyrażeniami „zobowiązanie”, „wierzytelność” i „świadczenie”.



4    „Wierzytelność jest prawem podmiotowym, a mianowicie prawem wierzyciela do zaspokojenia oznaczonego interesu przez odpowiednie zachowanie się dłużnika.”[1]



5    „Na treść zobowiązania składają się uprawnienia wierzyciela i obowiązki dłużnika [...].”[2]



6    „Niezależnie od ukształtowania się konkretnych uprawnień czyli roszczeń wierzyciela można ustalić pewne zasadnicze uprawnienia wierzyciela w każdym stosunku zobowiązaniowym, wynikające z natury zobowiązania, jako takiego, a mianowicie: 1. prawo do uzyskania świadczenia [...]”.[3]



7    „Zobowiązanie jest stosunkiem prawnym między dwiema stronami, z których jedna – dłużnik powinna spełnić świadczenie wymagalne zgodnie z jego treścią [...] a druga strona – wierzyciel może domagać się sądownie od dłużnika spełnienia wymagalnego świadczenia i dochodzić roszczeń, wynikających z niespełnienia świadczenia.”[4]



8    Regulację art. 2 § 1 k.z. powiela bez istotnych różnic art. 353 § 1 k.c. Wykładnia aktualnej regulacji nie odbiega od ww. wykładni dawnego prawa.[5] Stanowisko odmienne sprzeczne jest z paradygmatem brzytwy Ockhama.[6]



9    W tej sytuacji, określenie w umowie kredytu kwoty kredytu w walucie obcej (CHF), przy uzgodnieniu wypłaty i spłaty kwoty kredytu w PLN przesądza o tym, że chodzi o zobowiązanie w walucie polskiej, walutą wierzytelności jest waluta polska a świadczenie ma być spełnione w walucie polskiej. Decydujące dla oceny stosunku prawnego jest efektywne zobowiązanie do świadczenia jako przedmiot wierzytelności. Element walutowy ma służyć jedynie modyfikacji wysokości świadczeń stron.



10   „Jeżeli więc np. przy udzieleniu pożyczki postanowiono zgodnie, że zwrot ma nastąpić w dolarach, to wierzytelność z udzielenia pożyczki powstała będzie dolarowa, chociażby wierzyciel wypłacił dłużnikowi pożyczkę w złotych”.[7]



11   Takie stanowisko jest jednolicie przyjmowane w ramach prac ustawodawczych i wypowiedziach nadzorcy rynku finansowego; wielokrotnie określano tam umowy kredytu denominowanego do waluty obcej jako udzielane i spłacane w PLN, a element walutowy traktowano jako akcesoryjny, wpływający jedynie na ustalenie wysokości świadczeń stron.[8] Tak samo traktuje umowę kredytu denominowanego Sąd Okręgowy Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów w prawomocnym wyroku XVII AmC 5344/11 w sprawie dotyczącej klauzuli denominacji walutowej w umowie kredytu złotowego (przeciwko Bankowi BPH SA, nr. wpisu do rejestru klauzul niedozwolonych 5622; SA w Warszawie w wyroku VI ACa 1600/12 zgodził się ze stanowiskiem SO, ale go nie rozwijał).



12   Przeciwne stanowisko byłoby zasadne tylko wtedy, gdyby strony umówiły (np. w aneksie) zobowiązanie przemienne, przewidujące świadczenie w walucie polskiej lub obcej. Jeżeli zaś strony zgodnie twierdzą, że przepływy pieniężne miały być między nimi dokonywane w PLN, to nie sposób twierdzić, że chodzi o kredyt walutowy. No chyba, że wychodzimy poza definicję umowy kredytu i poszukujemy wyjaśnienia w konstrukcjach umów nienazwanych (instrumentów pochodnych) czy mieszanych (instrumentów hybrydowych opisanych m.in. w standardzie 39 MSR).







[1] R. Longchamps de Berier. Polskie prawo cywilne. Zobowiązania. Lwów 1939, Poznań 1999 wydanie anastatyczne, s. 13.
[2] J.w. s. 15.
[3] J.w. s. 16.
[4] L. Domański, Instytucje Kodeksu Zobowiązań. Komentarz teoretyczno-praktyczny. Część ogólna. Warszawa 1936, s. 50.
[5] Zob. Z. Radwański, A. Olejniczak, Zobowiązania - część ogólna. Warszawa 2012, nb. 27-28, P. Machnikowski w: E.Gniewek (red.) Kodeks cywilny. Komentarz. Warszawa 2011, nb. 7 oraz 14 do art. 353. P. Machnikowski w: SPP V Warszawa 2006 § 7 nb. 84.
[6] Por. A. Chłopecki, Obligacje a zasada swobody umów. M. Pr. Bank. 2016/7-8 s. 29 na gruncie cywilnoprawnej konstrukcji obligacji.
[7] J. Korzonek, I. Rosenblüth, Kodeks zobowiązań. Komentarz II, Kraków 1937, s. 2730 do art. 1 Rozporządzenia Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej z dnia 12 czerwca 1934 r. o wierzytelnościach w walutach zagranicznych (Dz. U. R.P. Nr. 59, poz. 509).
[8] Np. pismo NBP z 06.07.2011, pismo NBP z 11.07.2011, definicja kreacji pieniądza oraz systemu rezerw cząstkowych przyjęta przez NBP (www.nbp.pl), wyrok SOKiK z 14.12.2010, XVII AmC 426/09, uchwała nr 24/2011 Zarządu ZBP z 06.09.2011 wraz z Rekomendacją Rady Prawa Bankowego przy ZBP w sprawie prawnych aspektów zmiany ustawy Prawo bankowe oraz ustawy o kredycie konsumenckim w zakresie spreadów walutowych, uwagi SN do poselskiego projektu ustawy o zmianie ustawy – Prawo bankowe z 18.07.2011, audycja z przewodniczącym KNF dr Stanisławem Kluzą „Kredyt we frankach to struktura finansowa” (transkrypcja z audycji zamieszczonej na stronie www.rdc.pl/informacje/stanislaw-kluza-kredyt-we-frankach-to-wiecej-niz-kredyt-to-struktura-finansowa-posluchaj).

piątek, 22 kwietnia 2016

Sprawy o zwrot nadpłaty kredytu jednak za 1.000 złotych.

Wraz z likwidacją bankowego tytułu egzekucyjnego ustawodawca obniżył opłatę od pozwów w sprawach roszczeń wynikających z czynności bankowych do 1.000 złotych (art. 13 ust. 1a ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych, tj. Dz.U. z 2014, poz. 1025: 5% wartości przedmiotu sprawy, nie więcej niż 1.000 złotych). W orzecznictwie sądowym pojawiła się rozbieżność w rozumieniu pojęcia „wynikające z czynności bankowych”.

Niektóre sądy zaczęły przyjmować, że z czynności bankowej (czynności prawnej) wynika tylko roszczenie o wykonanie umowy, no może jeszcze roszczenie odszkodowawcze z tytułu niewykonania umowy. Taka wykładnia pozostawiała poza nawiasem roszczenia pojawiające się w razie bezskuteczności umowy (art. 3851 k.c.), nieważności umowy (art. 58 k.c.) lub jej braku; chodzi oczywiście o roszczenia z tytułu bezpodstawnego wzbogacenia, w szczególności – nienależnego świadczenia (art. 405 w zw. z art. 410 k.c.).

Stanowisko to stawiało w gorszej sytuacji klientów banków. Zwykle jest bowiem tak, że bank dochodzi roszczeń z tytułu wykonania umowy (np. gdy klient nie spłaca kredytu), a klient dochodzi roszczeń z tytułu bezskuteczności, nieważności lub nieistnienia umowy (np. gdy bank pobierał ratę w wysokości nie mającej uzasadnienia w umowie). Dochodzenie przez klienta w takich sytuacjach odpowiedzialności odszkodowawczej jest drogą okrężną, wymagającą wykazywania w procesie dodatkowych przesłanek odpowiedzialności; zresztą i tak nie gwarantowało niższej opłaty, gdyby przyjąć najbardziej restrykcyjną wykładnię.

Stanowisko to zaskoczyło samego ustawodawcę, co wynika z wykładni autentycznej, dostarczanej przez lekturę stenogramów z posiedzeń komisji: sejmowej oraz senackiej pracującej nad ostatnią nowelizacją. W pracach tych komisji Minister Sprawiedliwości jako wnioskodawca regulacji przekonywał, że celem przepisu było objęcie niższą opłatą wszystkich klientów banków, a w razie utrzymywania się w sądach restryktywnej wykładni omawianego przepisu konieczna będzie interwencyjna nowelizacja tego przepisu.

W ostatnim czasie pojawiły się dwa postanowienia* sądów odwoławczych, które mogą uporządkować sytuację. W postanowieniu I ACz 336/16 Sąd Apelacyjny w Łodzi stwierdził, że powód, który dochodzi zapłaty na podstawie art. 410 k.c. „powołuje się na określone czynności bankowe, z których wynikają jego roszczenia. Tym samym zasadnie powołuje się, co do wysokości opłaty na przepis art. 13 ust. 1a u.k.s.c.”. Bardziej szczegółowo sprawą zajął się Sąd Apelacyjny w Warszawie w sprawie I ACz 531/16, który stwierdził, że roszczenia oparte na instytucji nienależnego świadczenia w związku z częściową nieważnością umowy kredytowej są roszczeniami, które wynikają z czynności bankowych. Sąd dodał też, że:

Za szerokim rozumieniem takiej wykładni przemawia ratio legis wprowadzonej nowelizacji, które podporządkowane jest interesowi nie tylko banków [...], lecz również klientów banków, jako podmiotom z reguły słabszym ekonomicznie. [...] Świadczenie, które powodowie określają jako nienależne było realizowane w związku z udzieleniem kredytu [...]”.

SA w Warszawie poszedł jeszcze dalej i stwierdził wręcz, że:

Sama kwalifikacja prawna roszczenia [przez stronę - przyp. MK] nie daje zadowalającej odpowiedzi na pytanie o stosowanie wskazanego przepisu. Tym bardziej, że w toku postępowania cywilnego nie jest wymagane wskazanie przez stronę podstawy prawnej (przytoczenie numerów przepisów) oraz poglądów orzecznictwa czy przedstawicieli nauki – obowiązują reguły da mihi factum dabo tibi ius (podaj fakty – otrzymasz ochronę prawną) oraz iura novit curia (sąd zna prawo). Przytoczona podstawa prawna nie wiąże więc sądu. [...] Decydujące znaczenie ma związek roszczenia (jego >>wynikanie<<) z czynnością bankową, który w tym przypadku zachodzi.

Pozostaje liczyć, że wskazane orzeczenia dostatecznie wyjaśnią zakres zastosowania art. 13 ust. 1 a. u.k.s.c., a sądy będą mogły skupić się na merytorycznym rozpoznawaniu spraw o roszczenia wynikające z czynności bankowych. Można jedynie wyrazić sugestię, że całego problemu by nie było, gdyby ustawodawca posłużył się sformułowaniem lepiej oddającym jego intencję, np. „w sporach z udziałem banku”.







* Orzeczenia udostępnione dzięki uprzejmości mec. Barbary Garlacz.

środa, 30 marca 2016

Sąd Najwyższy wraca do bezpośredniego stosowania Konstytucji RP.




O bezpośrednim stosowaniu Konstytucji przesądza jej art. 8 ust. 2, który stanowi:

Przepisy Konstytucji stosuje się bezpośrednio, chyba że Konstytucja stanowi inaczej.

W początkowym okresie stosowania Konstytucji Sąd Najwyższy uważał, że każdy sąd, a więc i strona występująca przed sądem, może powoływać się na przepisy Konstytucji, a zadaniem sądu jest ustalenie czy ustawa znajdująca zastosowanie w rozpoznawanej sprawie jest zgodna  z Konstytucją (np. wyr. SN I PKN 90/98, wyr. SN III CKN 1089/00, uch. SN III ZP 12/01). Zgodnie z tym poglądem, rozstrzygnięcie sądu miało być wiążące tylko w rozpoznawanej sprawie.

Z drugiej strony, Trybunał Konstytucyjny od początku stał na stanowisku, że badanie zgodności ustawy z Konstytucją jest jego wyłączną domeną, a „bezpośrednie” stosowanie Konstytucji przez sądy oznacza zadawanie przez nie pytań o konstytucyjność ustawy mającej zastosowanie w rozpoznawanej sprawie (np. wyr. TK P 4/99, wyr. TK K 18/04).

Pogląd ten opiera się na przyznaniu w Konstytucji uprawnienia Trybunałowi do orzekania w sprawie zgodności ustaw z Konstytucją (art. 188 pkt 1) Konstytucji). Pogląd ten nie pomija jednak, że uprawnienie sądu do przedstawienia pytania prawnego Trybunałowi wynika wprost z art. 193 Konstytucji. W tej sytuacji, przypisywanie art. 8 ust. 2 Konstytucji znaczenia wynikającego już z treści normy art. 193 jest sprzeczne z zasadami wykładni tekstów prawnych, które nie pozwalają pozostawiać wykładanej regulacji bez jakiegokolwiek znaczenia normatywnego. A według opisywanej wykładni, art. 8 ust. 2 nie ma żadnego znaczenia normatywnego.

Tym niemniej, stanowisko Trybunału Konstytucyjnego zostało z czasem zaakceptowane przez Sąd Najwyższy (zob. np. post. V CKN 1119/00, I CK 291/03). Do wybuchu kryzysu konstytucyjnego niewiele osób dopuszczało możliwość kolejnej zmiany linii orzeczniczej przez Sąd Najwyższy. A jednak ostatnio Sąd Najwyższy w dwóch wyrokach postanowił bezpośrednio zastosować przepisy Konstytucji RP (wyr. V CSK 413/15, wyr. V CSK 377/15). Jako bezpośrednia przyczyna odstąpienia przez Sąd Najwyższy od zasady „nieingerencji” w sprawy konstytucyjności ustaw został podany pat wokół Trybunału Konstytucyjnego.

A jednak obecna sytuacja: paraliż Trybunału Konstytucyjnego i aktywność Sądu Najwyższego mają szerszy wymiar. Wskazuje ona bowiem na potrzebę szerszego dostępu do kontroli konstytucyjności ustaw. Wydaje się, że obawy o zdestabilizowanie systemu prawa przez możliwość bezpośredniego kierowania się normami Konstytucji przez sądy były niezasadne. Ten sam argument można by bowiem podnosić wobec działalności sądów w ogóle. Świat prawa oparty na ustawach i umowach pozbawionych kontroli sądowej byłby o wiele pewniejszy. Ale ile wolności można poświęcić w imię pewności? Może jednak czas dotychczasowego stosowania Konstytucji okaże się czasem przejściowym: od niestosowania konstytucji przez sądy przez stosowanie ograniczone do pytań konstytucyjnych po bezpośrednie stosowanie Konstytucji w rozpoznawanej sprawie.

Gdyby cała kontrola konstytucyjności ustaw nie ogniskowała się w Trybunale Konstytucyjnym, to może nie byłby takim łakomym kąskiem dla polityków? Może rozproszenie kontroli konstytucyjności okaże się lepszą gwarancją praworządności?