piątek, 25 maja 2018

10 lat po naciągnięciu klienta na CIRS sąd wymierzył sprawiedliwość BRE.

Sąd Apelacyjny w Warszawie w wyroku VII AGa 758/19 z 15 marca 2018 stwierdził nieważność umowy CIRS zawartej przez BRE Bank SA z przedsiębiorcą zajmującym się gospodarką odpadami. Sprawa dotyczyła transakcji wymiany strumieni odsetkowych WIBOR na LIBOR przy jednoczesnej wymianie strumieni walutowych PLN na JPY. Transakcja miała w zamierzeniu stron zmniejszyć oprocentowanie kredytu złotówkowego, odnoszone do WIBOR właśnie. Niestety, transakcja pozwalając na obniżenie oprocentowania wystawiała klienta na ryzyko walutowe nieograniczone i rażąco nieekwiwalentne w stosunku do ryzyka banku. Sąd ustalił, że transakcja miała charakterystykę transakcji spekulacyjnej, mimo deklarowanego celu w postaci jedynie zmniejszenia oprocentowania kredytu. Na banku ciążyły obowiązki informacyjne dotyczące dopasowania transakcji do celów, sytuacji, oświadczenia i wiedzy klienta (zasady ochrony klienta na rynku niefinansowym MiFID). Nie ma większego znaczenia fakt, że transakcja została zawarta przed formalną, spóźnioną implementacją dyrektyw MiFID. Obowiązki te zostały naruszone, gdyż: - celem klienta było obniżenie kosztów odsetkowych kredytu, a nie spekulowanie na rynku walutowym, - sytuacja klienta (brak wpływów w JPY) wskazywała, że transakcja ta jest nieodpowiednia dla niego, - klient nie miał doświadczenia w zawieraniu i rozliczaniu podobnych transakcji (wprawdzie zawarł wcześniej jedną transakcję CIRS, która została z inicjatywy banku przedterminowo zamknięta z uwagi na niekorzystną dla banku zmianę kursu, ale nie był przy zawieraniu tej transakcji informowany o jej charakterze, a ze sposobu jej wykonania również nie mógł się zorientować w ryzykach, które powstają po jego stronie), - klient nie miał wiedzy na temat ryzyk wynikających z zawieranej transakcji, gdyż na pytania o ryzyka dealer bankowy w rozmowach telefonicznych udzielał wymijających odpowiedzi, a prezentacja graficzna skupiała się na korzyściach i ryzykach wynikających z wymiany stóp procentowych, a nie z wymiany walutowej). Dodatkowo, bank powinien być traktowany jako doradca klienta, gdyż to bank zaproponował transakcję, pracownik w takiej roli się prezentował, klient wprost poprosił o poradę, a bank nie odmówił. Klient zajmujący się gospodarką odpadami nie może być traktowany jak profesjonalista na rynku finansowym. Sąd uznał, że w powyższych okolicznościach nie może odnieść skutku zawarta w prezentacji oraz w umowie ramowej klauzula wyłączająca odpowiedzialność banku za przekazywane informacje. Byłoby to bowiem sprzeczne z bezwzględnie obowiązującymi przepisami prawa. Sąd uznał też za sprzeczne z naturą umowy pozostawienie bankowi jednostronnej kompetencji do ustalania wysokości świadczenia klienta w razie przedterminowego zamknięcia transakcji. Podsumowując, umowa jest nieważna gdyż została zawarta z naruszeniem zasady lojalności banku wobec klienta, zasady ekwiwalentności ryzyk oraz świadczeń z umowy, a także zasady równości stron. Sąd dopatrzył się też sprzeczności tak zawartej umowy z naturą umowy w ogóle, a w szczególności z naturą umowy zabezpieczającej przed ryzykiem, co było deklarowane w prezentacji przed zawarciem transakcji.
Treść wyroku z uzasadnieniem: http://law24.pl/3502-cirs-niewazny-bre-sad/

czwartek, 19 kwietnia 2018

Podział majątku wspólnego kredytobiorców. Nieruchomość z hipoteką.



Rzeczpospolita opublikowała mój skrócony z konieczności komentarz do sprawy III CZP 30/18.
W tej sprawie SN ma podjąć uchwałę na wniosek Pierwszej Prezes SN. Uchwała ma dotyczyć sposobu podziału majątku wspólnego, w którego skład wchodzi nieruchomość obciążona hipoteką na zabezpieczenie kredytu. Poniżej pełna próba zrozumienia tego problemu prawnego przed uchwałą SN. Dla uproszczenia przyjmuję, że nieruchomość jest jedynym składnikiem majątku, który przypada jednemu małżonkowi, z obowiązkiem spłaty drugiego.

1. Zgodnie z dominującym poglądem przy określaniu składników majątku, np. przy zaliczaniu na udział w majątku wspólnym, uwzględnia się rynkową wartość z uwzględnieniem obciążeń rzeczowych, np. hipoteki.

2. Jeżeli teraz oboje małżonkowie są dłużnikami solidarnymi banku z tytułu kredytu hipotecznego (80 KPLN), to jeden z nich może dostać nieruchomość (porównywalna substancja na rynku warta 100 KPLN) z hipoteką (80 KPLN) i z obowiązkiem spłaty drugiego małżonka. Ile małżonek otrzymujący ma spłacić małżonkowi spłacanemu: 100-80 / 2 = 10, czy 100-0 / 2 = 50.

3. Małżonek otrzymujący (MO) ma spłacać kredyt i małżonka spłacanego (MS). MS ma też spłacać kredyt, bo banku nie obchodzi, kto jest właścicielem.

4. Hipoteka jest jedynym pewnym sposobem zaspokojenia banku.
A. Można więc przyjąć, że MO będzie spłacał kredyt (80 KPLN) i zatrzyma nieruchomość.
B. Druga prawodopodobna wersja – nikt nie będzie spłacał i bank wyegzekwuje z hipoteki (80 KPLN), a resztę (20 KPLN) otrzyma MO.
C. Najmniej prawdopodobna wersja jest taka, że to MS zapłaci kredyt. Jeżeli płaci MS, to należy rozważyć analogiczne zastosowanie wstąpienie w prawa wierzyciela hipotecznego (art. 519 k.c. – mamy tu wprawdzie „własny” dług, a nie „cudzy” jak w przepisie, ale sytuacja chyba analogiczna – współdłużnik solidarny uzyskuje hipotekę w zakresie, w którym spłaca kredyt, gdy właścicielem kredytowanej nieruchomości jest osoba trzecia).

5. Sąd dzieląc majątek może, moim zdaniem, na podstawie art. 618 k.p.c. nałożyć na MO obowiązek spłaty kredytu finansującego i obciążającego przyznaną mu nieruchomość. Za to MS nie odpowiada regresowo, bo MO spłaca już swoją nieruchomość, którą dostał taniej (20 KPLN).

6. Spłata kredytu przez MS po podziale majątku wspólnego (wersja C rozliczeń) wygeneruje roszczenia regresowe do MO jako dłużnika solidarnego (art. 376 k.c.), które nie istnieją w chwili podziału, więc prekluzji z art. 618 par. 3 k.p.c. nie będzie. Ponadto, art. 618 par. 1 k.p.c. statuuje prekluzję w zakresie sporów o „prawo własności”. Roszczenia regresowe nie są objęte tym pojęciem.

7. W konsekwencji, należy przyjąć zgodnie z ogólnym poglądem (ad. 1), realiami ekonomicznymi oraz odczuciem społecznym (np. art. 354 k.c.), że wartość nieruchomości jest obniżana przez wartość hipoteki ją obciążającej. W przypadku, gdy spłaca MO lub bank zaspokaja się z nieruchomości, jest to uwzględnione w wartości przy podziale.


czwartek, 1 marca 2018

Cel umów swapowych IRS i CIRS w orzecznictwie sądów apelacyjnych.


Umowy swapowe należą do umów rzadziej zawieranych przez banki z ich klientami niefinansowymi, choć miały swoją niesławną kulminację w roku 2008 w postaci fali umów CIRS. W konsekwencji, niewiele jest wyroków sądowych dotyczących sporów prowadzonych na tle tych umów. Nie chodzi przy tym oczywiście o umowy zawierane na rynku międzybankowym, o których istnieniu lub nieistnieniu wspomina się przy okazji dyskusji nt. kredytów z klauzulami walutowymi. Chodzi o umowy zaoferowane przez bank klientowi przy okazji zawierania umowy kredytowej.

Umowy swapowe należą do transakcji pochodnych, czyli umów, w których wysokość świadczenia zależy od notowań rynkowych. Wysokość świadczeń stron zależy w nich od notowań walutowych (swap walutowy - cross currency swap - CCS lub FX-Swap), notowań stopy procentowej (swap procentowy - interest rate swap - IRS), notowań walutowych i stopy procentowej (swap walutowo-procentowy - cross currency interest rate swap - CIRS) lub od notowań szeregu innych zmiennych, według inwencji banku.

Umowy swapowe, tak jak wszystkie transakcje pochodne, mogą być zawierane, patrząc z pozycji klienta, w celu zabezpieczeniowym lub w celu inwestycyjnym (określanym też jako spekulacyjny).

Cel zabezpieczeniowy oznacza zamiar zmniejszenia określonego ryzyka rynkowego klienta przez rozliczenia swapowe o charakterystyce ryzyka przeciwstawnej do tego ryzyka rynkowego. Najczęściej kredytobiorca zabezpieczający się przed wahaniami stopy procentowej LIBOR zawiera umowę IRS, na podstawie której dokonuje okresowych płatności w oparciu o tam umówioną stałą stopę procentową, a bank dokonuje okresowych płatności w oparciu o stopę zmienną, zwykle odpowiadającą stopie umowy kredytowej. W praktyce zresztą chodzi o rozliczanie różnicy między wartościami świadczeń stron.

Cel inwestycyjny (spekulacyjny) klienta pojawia się wtedy, gdy nie ma on umowy kredytowej, odnoszącej się do ww. stawki LIBOR, a mimo to zawiera umowę IRS uzależniającą wysokość świadczeń stron od notowań tej stawki. Od razu trzeba dodać, że świadome próby uzyskiwania nadzwyczajnych przychodów za pomocą tak ryzykownych instrumentów należałoby oceniać w kategoriach rażącej niegospodarności klienta. W praktyce najczęściej występujące przypadki „transakcji spekulacyjnych” to umowy, w których mimo celu zabezpieczenia klienta treść umowy swapowej trzeba ocenić jako spekulacyjną, a to z uwagi na brak powiązania jej treści z treścią umowy, generującej ryzyko rynkowe, które umowa swapowa miała redukować.

W wyroku I ACa 1201/10 Sąd Apelacyjny we Wrocławiu stwierdził, że klient nienależycie poinformowany przez bank zawarł umowę IRS pod wpływem błędu co do związania czasu trwania umowy IRS z czasem trwania umowy kredytowej. W stanie faktycznym tej sprawy klient już po kilku miesiącach przedterminowo spłacił kredyt i został skonfrontowany z żądaniem banku wykonywania umowy swapowej jeszcze przez kilka lat. Sąd uznał, że uniezależnienie czasu trwania umowy kredytowej i umowy swapowej jest nie do pogodzenia z celem tej umowy, jakim było ograniczenie ryzyka zmiany stopy procentowej w kredycie klienta. Sąd przyjął, że błąd co do tak rozumianego celu umowy jest błędem co do treści umowy w rozumieniu art. 84 k.c. i uzasadnia uchylenie się od jej skutków. Podobne lecz daleko szerzej umotywowane uzasadnienie legło u podstaw wyroku SN II CSK 845/16, zapadłym na tle sporu o ocenę struktur opcji walutowych.

W wyroku VI ACa 419/15 Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał, że nie do pogodzenia z deklarowanym przez strony zabezpieczeniowym dla klienta celem transakcji CIRS jest wystawienie go na ryzyko walutowe notowań JPY oraz ryzyko stopy procentowej właściwej dla kredytów w JPY. Wystawienie klienta na takie ryzyka w powiązaniu z wysoce skomplikowaną i nieprzejrzystą konstrukcją umowną, w szczególności niejasności co do mechanizmu wyliczania zobowiązań klienta w przypadku przedterminowego, sankcyjnego zamknięcia transakcji przez bank, przesądziło o uznaniu transakcji za sprzeczną z dobrymi obyczajami i nieważną w całości (art. 58 § 2 k.c.). Okoliczności sprawy wskazują, że cel zabezpieczeniowy był tu deklarowany zupełnie bez pokrycia: doradca bankowy zaoferował transakcję swapową, w celu zniwelowania kosztów (prowizji) nowego kredytu. Należało więc raczej potraktować tę transakcję jako zawartą w celu inwestycyjnym (spekulacyjnym). Prawdopodobnie, również w takim wypadku ocena ważności umowy wypadłaby negatywnie, ale z uwagi na sam niedopuszczalny rozkład ryzyk na niekorzyść klienta, a nie - cel umowy. Do takiego wniosku skłania treść wyroku Niemieckiego Trybunału Federalnego (BGH) XI ZR 33/10 w sprawie transakcji Spread Ladder Swap, zawartej w celu inwestycyjnym między bankiem a klientem (http://law24.pl/294-glosa-obowiazek-informacyjny-banku/).

Ostatnio, Sąd Apelacyjny w Warszawie w wyroku I ACa 941/16 uznał, że deklarowany przez strony cel transakcji IRS jako zabezpieczenie przed ryzykiem zmiany wskaźnika stopy procentowej, do którego odsyła umowa kredytowa oznacza, że strony powiązały byt umowy kredytowej i umowy swapowej. Innymi słowy, związek między tymi umowami można określić jako akcesoryjność umowy swapowej względem umowy kredytowej. W konsekwencji, sąd uznał, że konsens stron wyrażony w przyjęciu tych samych dat obowiązywania umowy kredytowej i umowy swapowej (np. od 1.1.2007 do 31.12.2010) oznacza, że w przypadku skróceniu czasu trwania umowy kredytowej, np. w wyniku wcześniejszej spłaty, takiemu samemu skróceniu ulega czas trwania umowy swapowej. Z umowy stron wynika, zdaniem sądu, że przedterminowa spłata kredytu skutkuje wygaśnięciem umowy swapowej, mimo braku szczególnego postanowienia umownego w tym zakresie. Rozstrzygnięcie to jest o tyle ciekawe, że pełnomocnik klienta podnosił roszczenia odszkodowawcze z tytułu nienależytego wykonania dorozumianej umowy o doradztwo inwestycyjne. Sąd wskazał, że takie skomplikowane konstrukcje nie są konieczne, skoro cel umowy jest przesłanką jej wykładni na podstawie art. 65 k.c. Sąd poszedł tu krok dalej w stosunku do ustaleń Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu w ww. wyr. I ACa 1201/10 i ocenił, że wobec określonego zadeklarowania celu umowy swapowej nie tylko klient, ale i bank zakładał, że umowa swapowa wygaśnie wraz z umową kredytową.

Omówione wyroki wskazują, że klasyczne instrumentarium kodeksu cywilnego jest wystarczające dla oceny skomplikowanych i coraz to nowych konstrukcji umownych na rynku finansowym. Kluczowe dla właściwych rozwiązań jest tu zrozumienie motywacji stron w zaciąganiu zobowiązań.


piątek, 23 lutego 2018

Teoria salda czyli deus ex machina


Od pewnego czasu pojawiają się spekulacje, jakoby sądy miały przyjmować teorię salda do oceny bezpodstawnego wzbogacenia stron nieważnej umowy wzajemnej. Chodzi o rozliczenia w razie przyjęcia nieważności całej umowy indeksowanej lub denominowanej do waluty obcej (zwykle CHF). Wspomniane głosy są sprzeczne z jednolitym dorobkiem polskiego orzecznictwa i doktryny.

„Trudności nastręcza rozstrzygnięcie przypadków, kiedy bezpodstawne wzbogacenie następuje po obu stronach. Może to stać się w wyniku nieważnej lub później unieważnionej umowy wzajemnej czy też z tego powodu, że wprawdzie każe świadczenie opiera się na innym tytule prawnym, lecz zachodzi między nimi związek […]. Możliwe są tu dwa rozwiązania: w pierwszym każde roszczenie o wydanie wzbogacenia traktuje się odrębnie i niezależnie od drugiego (teoria dwóch kondykcji), a wyrównanie między tymi roszczeniami jest dopuszczalne jedynie według przepisów o potrąceniu; w drugim przyjmuje się, że świadczenie wzajemne stanowi pozycję, którą od razu należy odjąć od wzbogacenia, tak iż odbiorca świadczenia wzajemnego ma zwrócić tylko nadwyżkę wartości otrzymanego świadczenia ponad wartość świadczenia, które dokonał (teoria salda). Ta ostatnia teoria jest w ogóle w polskiej judykaturze zupełnie pomijana. Natomiast teoria dwóch kondykcji ma tę przewagę, że w razie gdy jedno świadczenie stanie się bez winy dłużnika niemożliwe do wykonania, a drugie jest możliwe, to ten drugi dłużnik będzie musiał je wykonać, mimo że sam niczego nie otrzyma. Lecz to jest normalne ryzyko istniejące przy każdym roszczeniu z bezpodstawnego wzbogacenia, które ponosi zubożony”[1].

„A. Ohanowicz uważa teorię dwóch kondykcji za bardziej wartościową, gdyż w sytuacji gdy jedno ze świadczeń jest niemożliwe do wykonania bez winy dłużnika, a drugie jest możliwe, to ten drugi dłużnik będzie musiał je spełnić pomimo, że sam świadczenia nie otrzyma, lecz jest to, zdaniem autora, normalnym ryzykiem rozliczeń w ramach konstrukcji bezpodstawnego wzbogacenia. Z tym stanowiskiem należy się zgodzić, choć wskazując dodatkowo, że kodeksowa konstrukcja art. 496 w zw. z art. 497 KC wyraźnie wskazuje, że nawet w przypadku nieważności umowy wzajemnej ustawodawca nie normuje świadczeń łącznie, a jedynie przyznaje prawo zatrzymania jako gwarancję, że każde z nienależnych świadczeń zostanie zwrócone. Brak jest zatem podstawy prawnej do „rozliczeń saldem” tym bardziej, że regułą jest zwrot korzyści w naturze, co oznacza, że możliwość wzajemnego umorzenia kondykcji, osadzona być musi w ramach ustawowej regulacji potrącenia. Tylko strony uprawnione są do dokonywania potrąceń i nie można narzucać im skorzystania z tej instytucji”[2].

„W doktrynie zwraca się uwagę, że szczególna sytuacja występuje wówczas, gdy bezpodstawne wzbogacenie ma miejsce po obu stronach, co może się zdarzyć zwłaszcza w przypadku obustronnego wykonania nieważnej umowy (A. Ohanowicz, w: System..., t. III, cz. 1, s. 499-500). Sytuacje te mogą być oceniane dwojako. Stosownie do koncepcji określanej jako teoria dwóch kondykcji każde roszczenie o wydanie korzyści należy traktować niezależnie, a ich kompensacja jest możliwa tylko w ramach instytucji potrącenia. Stosownie do koncepcji zwanej teorią salda świadczenie wzajemne stanowi pozycję, którą od razu należy odjąć od wzbogacenia, a w rezultacie obowiązek zwrotu obciąża tylko tę stronę, która uzyskała większą korzyść, i ogranicza się do zwrotu nadwyżki wartości. Zaletą tej ostatniej koncepcji jest to, że pozwala ona uniknąć sytuacji, w której obowiązek zwrotu jednego z podlegających zwrotowi nienależnych świadczeń synallagmatycznych stał się niemożliwy, a mimo to druga strona musiałaby zwrócić świadczenie.

W judykaturze i doktrynie niepodzielnie panuje teoria dwu kondykcji (W. Serda, Nienależne..., s. 243; E. Łętowska, Bezpodstawne..., s. 143; W. Dubis, w: Kodeks..., komentarz do art. 405, nb 30; P. Księżak, w: Kodeks..., s. 311). Jest to rozwiązanie prawidłowe, zastosowanie bowiem teorii salda - niezależnie od trudności związanych z koniecznością każdorazowego szacowania wartości korzyści obu stron - prowadziłoby do petryfikowania stanu istniejącego w wyniku spełnienia obu świadczeń, co zwłaszcza w przypadku nieważności umowy nie dałoby się pogodzić z celami zastosowania tej sankcji (ma ona wszak umożliwiać zniwelowanie prawnych i faktycznych skutków zawarcia umowy)”[3].

Teorię dwóch kondykcji oraz - nieobowiązującą na tle KC z wyjątkiem potrąceń dokonywanych przy dochodzeniu roszczeń uzupełniających - teorię salda w razie nienależnych świadczeń wzajemnych dokładnie omawia W. Serda, Nienależne świadczenie, s. 242-244. Zob. też A. Ohanowicz, w: System Prawa Cywilnego, t. III, cz. 1, s. 501. Czy innym byłoby natomiast dokonanie w konkretnej sytuacji potrącenia zgodnie z regułami ogólnymi”[4].

Nowym zwolennikom „teorii salda” podpowiadam, że pojawiła się ona w roku 1906 w orzecznictwie Sądu Rzeszy jako odpowiedź na ograniczenie obowiązku zwrotu do aktualnie istniejącego wzbogacenia, co w polskim systemie nie ma miejsca (zob. art. 409 k.c.), a także - na generalną abstrakcyjność czynności prawnych rozporządzających, podobnie obcą prawu polskiemu (zob. art. 156 k.c.)[5]. Biorąc pod uwagę wymowę cytowanych wyżej wypowiedzi, zastosowanie teorii salda wymagałoby przedefiniowania instytucji przedawnienia, potrącenia i zatrzymania i nie może się opierać na prostej kontestacji jednolicie przyjmowanego poglądu (art. 328 § 2 k.p.c.).




[1] A. Ohanowicz [w]: System Prawa Cywilnego, T. III. cz. 1, s. 499-500 (1981).
[2] M. Gutowski, Nieważność czynności prawnej, s. 474 (2008).
[3]R. Trzaskowski, [w] J. Gudowski (red.), Kodeks cywilny. Komentarz. Księga trzecia. Zobowiązania, nr  29 do art. 405 k.c. (2013).
[4] P. Mostowik [w]: System Prawa Prywatnego, T. 6, § 10 nb. 94 (2014).
[5] A. Ohanowicz, Niektóre problemy niesłusznego wzbogacenia (1954) [w] Wybór prac, s.701.


poniedziałek, 19 lutego 2018

Sąd w Warszawie blisko pytania do TSUE o kredyt indeksowany.


Wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie z 5 stycznia 2018 XXV C 1459/17 jest niezwykle ciekawy, prezentujący nieszablonowe podejście do problemów prawnych występujących przy okazji oceny kredytów indeksowanych lub denominowanych z lat 2001-2008.

Najważniejsze ustalenia sądu to:

-brak możliwości sanowania nieważnej umowy przez aneks, szczególnie gdy strony nie poruszają kwestii kursu z chwili wypłaty kredytu,

-ocena interesu konsumenta w kategoriach grupy, a nie tylko indywidualnego przypadku (przedawnienie właściwe dla wszystkich, którzy w danym okresie podpisali podobną umowę),

-odczytanie przesłanki "rażącego naruszenia interesu konsumenta" z art.3851 § 1 k.c. w kontekście art. 3 ust. 1 dyrektywy, czyli odniesienie do momentu zawarcia umowy i zrównanie "rażącego naruszenia interesów" z naruszeniem dobrych obyczajów.

Jednocześnie sąd nie ustrzegł się wewnętrznych sprzeczności w rozumowaniu. Należą do nich:

- jednoczesne przyjęcie (za SN I CSK 1049/14), że nie ma podtypu umowy kredytowej pt. „umowa kredytu indeksowanego” i że istnieje natura kredytu indeksowanego do waluty obcej, dopuszczająca tylko w nim (i w kredycie walutowym) zastosowanie stawki oprocentowania przypisanej na rynku do tej waluty obcej (tu: LIBOR, s. 13),

- dodatkowe uzasadnienie związania waluty kredytu (lub waluty indeksacji kredytu) z rynkową stopą oprocentowania (LIBOR) przez konieczność zapewnienia bankowi zwrotu kapitału kredytu i pominięcie (być może procesowo uzasadnione) faktu, że pozwany bank (Raiffeisen) zgodził się przed UOKiK, że ujemny LIBOR jest zgodny z prawem i umowami zawartymi przez ten bank (s. 14),

- przyjęcie, że postawienie w mocy umowy kredytowej bez indeksacji, ale z LIBOR jest sprzeczne z dobrymi obyczajami i wywołuje nieważność umowy w całości (art. 58 §§ 2 i 3 k.c.) i brak odniesienia do art. 3851 § 2 k.c. jako przepisu szczególnego, przewidującą sankcję bezskuteczności częściowej dla umowy sprzecznej z dobrymi obyczajami i to niezależnie, czy z okoliczności wynika, że przedsiębiorca zawarłby umowę bez usuniętych klauzul (s. 14),

- przyjęcie, że bankowi należy się zwrot bezpodstawnego wzbogacenia klienta i że klient nie może żądać wszystkich zapłaconych rat dlatego, że roszczenie banku o zwrot istniało, a jedynie nie było wymagalne w chwili świadczenia klienta, mimo że zgodnie z powszechnie przyjętym poglądem przepis (art. 411 p. 4 k.c.) odnosi się do istnienia wierzytelności poza reżimem bezpodstawnego wzbogacenia (umownej czy deliktowej); w ujęciu proponowanym przez sąd, zwrot nienależnego świadczenia we wszystkich umowach wzajemnych, a także w umowach kredytowych, następowałby do wysokości wierzytelności niższej, co oznaczałoby powrót tylnymi drzwiami dawno odrzuconej teorii salda i byłoby sprzeczne z teorią dwóch kondykcji (s. 16),

- przyjęcie, że zwrot nienależnego świadczenia klienta z tytułu rat do wysokości świadczenia wypłaconego przez bank byłby sprzeczny z dobrymi obyczajami pomija fakt, że to bank jest profesjonalistą, który oferując klientowi umowę, powinien brać pod uwagę ryzyka prawne (wskazane np. w uch. 7SN III CZP 15/91 i 7SN III CZP 141/91), w tym ryzyko nieważności umowy i w czasie przewidzianym przez przepisy o przedawnieniu roszczeń dochodzić od klienta zwrotu lub wynagrodzenia za korzystanie z pieniędzy - nieuwzględnienie w ten sposób zarzutu przedawnienia jako sprzecznego z dobrymi obyczajami stanowi znów przejście do odrzuconej dawno w doktrynie i orzecznictwie teorii salda, nie do pogodzenia z przepisami o przedawnieniu roszczeń, a także o potrąceniu.

Kwestie, które pojawiły się przy okazji tego orzeczenia można podsumować następująco:

- czy bank może ograniczać swoją odpowiedzialność przez wskazanie na zasadę ochrony depozytów (art. 2 pr.bank.), czy też zasada ta odnosi się wyłącznie do ocen zarządzania ryzykiem wewnątrz banku, w szczególności przez zarząd i stanowi podstawę ocen administracyjnoprawnych, szczególnie przez nadzorcę rynku?

- czy interes jednej grupy klientów przedsiębiorcy można przeciwstawiać interesowi innej grupy przedsiębiorcy i w ten sposób ograniczać zasięg sankcji dotykającej przedsiębiorcę na gruncie art. 6 ust. 1 dyr. 93/13/WE (implementowanego przez art. 3851 § 2 k.c.), w szczególności w kontekście odstraszania przed stosowaniem podobnych klauzul w przyszłości?

- czy zakres sankcji „niezwiązania” umową na gruncie art. 6 ust. 1 dyr. 93/13/WE (implementowanego przez art. 3851 § 2 k.c.) może być ograniczany przez przepisy prawa krajowego o zwrocie nienależnego świadczenia?

Odpowiedź na pierwsze pytanie wydaje się oczywista: bank nie może zasłaniać się deponentami i w ten sposób obniżać wymaganych od niego standardów należytej staranności (art. 355 k.c.), a zasada „too big to fail” nie jest zasadą współżycia społecznego. Odpowiedź na kolejne dwa pytania również powinna być przecząca w świetle celu dyrektywy, w szczególności art. 6 ust. 1 i zasady "praktycznej skuteczności" (effet utile) prawa unijnego. Z drugiej strony, TSUE nie zajmował się jeszcze tak postawionymi pytaniami. Może więc warto byłoby je zadać.

W rozstrzyganej sprawie sąd nie zdecydował się na zadanie pytania do TSUE, mimo że wskazał generalnie na taką potrzebę. Wydaje się, że sytuacja dojrzała do zadania pytania o rozumienie sankcji z art. 6 ust. 1 dyr. 93/13/WE w kontekście umów kredytowych z klauzulami walutowymi.



wtorek, 14 listopada 2017

Pozew hybrydowy. Odpowiedź organizacji społecznych na braki pozwu grupowego.

W sporach dotyczących umów zawieranych na masową skalę, w szczególności dotyczących kredytów z elementem walutowym, trwają poszukiwania najbardziej efektywnego sposobu rozstrzygania. Interesującą instytucją procesową jest w tym kontekście wytoczenie powództwa przez organizację społeczną na rzecz wielu konsumentów.

Sprawy indywidualne z natury rzeczy dotyczą pojedynczych spraw. Sądy zaskakująco niechętne są łączeniu spraw indywidualnych do wspólnego rozpoznania lub rozstrzygnięcia, nawet gdy spór dotyczy umowy tej samej treści, opartej na tym samym wzorcu umowy (art. 219 k.p.c.). Sprawy w postępowaniach grupowych latami nie mogą przejść fazy wstępnej. Dlatego warto przyjrzeć się procesowej roli organizacji społecznej.

Organizacja społeczna może reprezentować interesy indywidualne konsumenta w procesie jako tzw. powód formalny, podczas gdy klient pozostaje powodem materialnym (art. 61 i nast. k.p.c.). 

Zastępowanie konsumenta przez organizację społeczną ma służyć ułatwieniu mu przejścia przez meandry postępowania cywilnego. Z tego względu, uprawnienia procesowe organizacji społecznej działającej za konsumenta powinny, w miarę możliwości, być tak szerokie jak uprawnienia konsumenta działającego samodzielnie.

Istotne staje się tu więc, że konsument wytaczając powództwo bezpośrednio, a więc bez zastępstwa organizacji społecznej, może działać wespół z innymi konsumentami, którzy zawarli z przedsiębiorcą taką samą umowę (współuczestnictwo formalne, art. 72 § 1 pkt 2) k.p.c.). Współuczestnictwo zakłada istnienie po stronie powodów więcej niż jednej osoby. Nie można być współuczestnikiem samemu ze sobą. Np. gdyby konsument zawarł dwie takie same umowy z tym samym przedsiębiorcą, to może skorzystać z tzw. kumulacji roszczeń, czyli dochodzić roszczeń z dwóch umów w jednym pozwie i oczywiście nie potrzebuje do tego konstrukcji współuczestnictwa (art. 191 k.p.c.).

Takie same uprawnienia powinna mieć również organizacja społeczna. Jeżeli zgłasza się do niej dwóch konsumentów z takimi samymi umowami, to organizacja powinna mieć możliwość prowadzić spór w jednym postępowaniu. Współuczestnictwo nie wchodzi tu w grę, gdyż organizacja społeczna działająca na rzecz dwóch konsumentów jest ciągle jednym i tym samym powodem formalnym. Pozostaje, tak jak w przypadku pojedynczego konsumenta z dwoma umowami, kumulacja roszczeń w jednym pozwie. 

Zastosowanie art. 191 k.p.c. do uprawnień procesowych organizacji społecznej jest możliwe przy użyciu wykładni rozszerzającej art. 61 § 1 k.p.c. Przepis ten przy opisie uprawnień prosowych organizacji posługuje się wprawdzie liczbą pojedynczą ("za zgodą osoby fizycznej", "na jej rzecz"). Jest to jednak konwencja językowa nie przesądzająca o znaczeniu rekonstruowaniej normy. Cel normy dopuszczającej udział organizacji społecznej w procesie wskazuje, jak wyżej wskazano, na potrzebę interpretowania normy jako dotyczącej wielu konsumentów na raz. Najprawdopodobniej te racje legły u podstaw wypowiedzi M. Sychowicza, który jako jedyny jak dotąd odniósł się do tego problemu. 

Rozszerzająca wykładnia przepisów proceduralnych jest oczywiście dopuszczalna, skoro dopuszczalne jest nawet zastosowanie analogii w razie istnienia luki w przepisach proceduralnych (zob. uch. SN III CZP 38/98).

Zastosowanie wykładni rozszerzającej w zakresie kumulacji roszczeń przez organizację społeczną daje zadowalające wyniki biorąc pod uwagę pozostałe jej skutki procesowe. Kumulacja roszczeń nie prowadzi tu do obejścia art. 13 ust. 1a Ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych (t.j. Dz.U. 2016 poz. 623). Przepis ten stanowi o ograniczeniu opłaty od pozwu w jednej sprawie przeciwko bankowi do 1.000 zł. Organizacja społeczna zwolniona jest podmiotowo od kosztów sądowych. Ponadto, koszty zastępstwa prawnego przysługują tu jak od jednej sprawy. Pozwala to uniknąć nadużyć występujących we współuczestnictwie, w którym wielość podmiotów po jednej ze stron uzasadniać ma zasądzanie zwrotu kosztów zastępstwa prawnego w wielokrotnej wysokości, mimo nakładu pracy pełnomocnika porównywalnego z pojedynczą sprawą (w granicach od stawki minimalnej do jej sześciokrotności).

Organizacja społeczna, korzystając z kumulacji roszczeń, wytacza powództwo na podstawie takich samych umów, działając we własnym imieniu, na rzecz dwóch konsumentów. 
Warunki kumulacji roszczeń w procesie określa art. 191 k.p.c. Są to zasadniczo:
- tożsamość pozwanego,
- tożsamość trybu postępowania.

Sąd właściwy dla rozpoznania takiej skumulowanej sprawy ustalać należy według ogólnej wartości roszczeń, a nie np. według każdego i wszystkich roszczeń (art. 191 k.p.c.).

W praktyce wiadomo jak dotąd o jednej sprawie prowadzonej zasadniczo według powyższych założeń. Chodzi o pozew rozpoznawany przez Sąd Okręgowy w Warszawie pod sygnaturą XXV C 414/17.

Przedstawiona tu kumulacja roszczeń przez organizację społeczną stanowi uzupełnienie środków procesowych i jako taka mieści się między pozwami indywidualnymi, a pozwami grupowymi. Z praktycznych względów, takich jak kwestie doręczeń i przesłuchań, może ona mieć zastosowanie raczej do grup kilku- lub kilkunastoosobowych. W praktyce, kumulację roszczeń przez organizację społeczną określa się niekiedy jako "pozew hybrydowy".

Zupełnie inną kwestią jest uwzględnianie spraw prowadzonych w tym trybie w zasadach statystycznej oceny pracy sędziego. Statystycznie sprawa jest sprawą, jeżeli ma tę samą sygnaturę, niezależnie czy dotyczy jednego, dziesięciu, czy tysiąca osób. Przy każdej okazji trzeba powtarzać, że sprawy dotyczące interesów indywidualnych wielu osób powinny być w statystyce osobno uwzględniane. Ceterum censeo Carthaginem delendam esse. 

czwartek, 19 października 2017

Klienci "opcyjni" dla klientów "frankowych".

Sąd Najwyższy w wyroku II CSK 845/16 z 8.09.2017, którego pisemne uzasadnienie ukazało się w ostatnich dniach, potwierdził słuszność wielu argumentów, uwikłanych w roku 2008 w bankowe opcje walutowe.

Po pierwsze, SN dobitnie i wyczerpująco podkreślił, że ryzyko walutowe bank powinien oceniać na dzień zawarcia umowy opcyjnej (ex ante), a nie na dzień wykonania umowy (ex post). SN uznał za stosowne powtórzenie i pogłębienie tej tezy, przedstawionej w uzasadnieniu wyroku SN I CSK 651/12. Recepcja tego wcześniejszego wyroku nie była wystarczająca, co przejawiało się we wciąż dużej liczbie wyroków sądów powszechnych mylących czas występowania ryzyka i czas ziszczenia się ryzyka. Wynikało to z błędnej, choć konsekwentnej argumentacji banków wskazujących na niemożność przewidzenia konkretnych zmian kursu, w szczególności - zmian gwałtownych. Argumentacja taka była błędna dlatego, że czym innym jest prognoza kursu, a czym innym jest szacowanie ryzyka walutowego za pomocą rachunku statystyczno-stochastycznego. Banki utrzymują rozbudowane działy analizy ryzyka, w tym ryzyka walutowego. Konstatacja niemożliwości szacowania tego ryzyka byłaby równoznaczna z wnioskiem o nieprzydatności tych działów w funkcjonowaniu przedsiębiorstwa bankowego. Nieprzewidywalność określonego ryzyka oznaczałaby z kolei niedopuszczalność zawierania umów nim dotkniętych, a to w trosce o bezpieczeństwo depozytów (art. 2 pr. bank.).

W realiach sprawy biegły stwierdził, że ryzyko walutowe wynikające z umów opcji było istotnie większe po stronie klienta banku. To stwierdzenie było podstawą drugiej tezy SN o tym, że cel umowy, określony przez strony jako zabezpieczenie klienta przed ryzykiem walutowym jest prawnie istotny, gdyż należy do treści czynności prawnej. Również to stwierdzenie nie było absolutną nowością w orzecznictwie SN. W wyroku I CSK 570/15 stwierdzono bowiem, że „cel gospodarczo-prawny” umowy opcyjnej podlega badaniu sądu. Istnienie błędu co do zabezpieczającego charakteru umowy oznacza zaś błąd istotny, powołanie się na który oznacza unieważnienie umowy.

Po trzecie, SN potwierdził że obowiązki lojalnościowe i informacyjno-doradcze banku wobec klienta w zakresie oferowanych mu transakcji pochodnych należy oceniać w oparciu o standardy staranności opisane w regulacjach MiFID I oraz rozporządzenia MF z 2812.2005 (Dz.U. 2006/2/8) niezależnie od tego czy w momencie zawierania badanych umów bank był literalnie adresatem norm tam zawartych lub czy wskazane normy formalnie obowiązywały. SN zastosował jak najdalej rozszerzającą wykładnię prawa unijnego nieimplementowanego formalnie do krajowego porządku prawnego mimo upływu przepisanego terminu (MiFID I) według formuły „as long as” („o ile nie jest” sprzeczna z krajowym porządkiem), wspartej o przepisy ww. rozporządzenia. SN uznał, że klauzule generalne kodeksu cywilnego, w szczególności art. 354 i 355 k.c., uzasadniały oczekiwanie od banku w roku 2008 znajomości i analogicznego, ale szczegółowego stosowania ww. norm. Wskazane normy zakładały uwzględnianie przez bank wiedzy, doświadczenia, celu oraz sytuacji klienta zawierającego umowę pochodną z bankiem m.in. przez przekazywanie konkretnych informacji o konkretnych ryzykach wywoływanych przez konkretnie oferowaną umowę, w tym ostrzeżeń w utrwalonym formacie.

Po czwarte, SN sprzeciwił się stanowczo traktowaniu przedsiębiorcy przewozowego jako profesjonalnego uczestnika rynku finansowego.

Po piąte wreszcie, SN wskazał, że związanie stron długotrwałą współpracą na podstawie umowy ramowej dodatkowo wzmacniało poczucie bezpieczeństwa po stronie klienta i uzasadniało oczekiwanie lojalnego przekazywania przez bank o ryzykach wynikających z oferowanej umowy.

Stanowisko, które wypracował SN w ciągu 7 lat zajmowania się derywatami z roku 2008 jest obecnie satysfakcjonujące i zasadniczo nie odbiega od standardów wypracowanych w rozwiniętych jurysdykcjach, np. w Niemczech, w których orzecznictwo nt. derywatów rozwijało się przez dziesięciolecia. Szkoda tylko spraw, które przedwcześnie przepadły na przedsądzie, w przekonaniu, że ich przyjęcie nie przyczyni się do rozwoju orzecznictwa i nie leży w interesie wymiaru sprawiedliwości. Szkoda też tych spraw, które nigdy się nie zaczęły, gdy klienci uwolnili się od „współpracy” kredytowej z bankiem po czasie dłuższym niż 3-letni okres przedawnienia.

Jednak omawiany wyrok stanowi wsparcie dla innej grupy klientów bankowych, tj. kredytobiorców mających w swoich umowach klauzule walutowe. Argumenty, że ryzyko walutowe bank powinien ocenić i odkryć przed klientem na moment zawarcia umowy, że klient niezależnie od profesji nie może być traktowany wobec banku jako profesjonalista, a bank powinien informować o ryzyku walutowym w utrwalonym formacie (zob. wyr. TSUE C-186/16 pkt 47) są ciągle kontestowane przez banki i ciągle wywołują wątpliwości w orzecznictwie sądów powszechnych. Tymczasem, w ŻADNEJ umowie kredytowej zawartej w Polsce w latach 2001-2008 żaden bank nie zawarł stwierdzenia o ryzyku zmiany kursu waluty obcej o 100 %, czyli tzw. „ryzyku rujnującej straty”. Zawarte zamiast tego stwierdzenia typu „kursy walut są zmienne” są truizmem - nie mają żadnej wartości poznawczej. 

Kwestia informacji o ryzyku i rozkładu ryzyka między stronami jest jednak w sprawach kredytowych tylko tłem dla kwestii umówionej dowolności w ustalaniu kursów walutowych. Ale tym razem to klientowi służy 10-letni okres przedawnienia, a bank staje pod ścianą okresu 3-letniego.