piątek, 15 stycznia 2016

Projekt prezydencki – wstępna ocena.

W oczekiwanym z niecierpliwością projekcie Kancelarii Prezydenta RP dotyczącym kredytów indeksowanych lub denominowanych udało się uniknąć wielu wad pojawiających się we wcześniejszych projektach, parę istotnych wad niestety pozostało. Po wstępnej lekturze nasuwa się kilka uwag, które mogą ułatwić poruszanie się w tym gąszczu prawniczych i rachunkowych formuł, jaki stanowi projekt.

Uwagi ogólne.

Przede wszystkim, projekt zakłada pełną dobrowolność skorzystania z ustawy przez klienta. Brak możliwości uniknięcia rozwiązań ustawy przez klienta, którego umowa jest np. nieważna w całości lub bezskuteczna w części był w poprzednich projektach krytykowany, m.in. przez Krajową Radę Sądownictwa, jako pozbawiający drogi do sądu.

Ponadto, definicje ustawowe nie odnoszą się do ustaw o kredytach konsumenckich, które w praktyce nie obejmują kredytów hipotecznych z lat 2000-2011, a do ogólnych definicji kodeksu cywilnego i prawa bankowego.

Projekt nie przewiduje też obligatoryjnych trybów alternatywnego rozwiązywania sporów, które mogłyby służyć bankom do przewlekania dochodzenia praw przez klientów.

Tyle dobrego.

Uwagi szczegółowe.

Art. 3 przewiduje uprawnienie konsumenta do zażądania wstecznej eliminacji spreadu walutowego i oparcia rozliczenia kredytu od początku do dnia wyliczenia na średnich kursach NBP. Tak ustaloną różnicę, powiększoną o odsetki ustawowe za opóźnienie, bank ma obowiązek odjąć od kapitału kredytu. W tym mechanizmie nie widać odniesienia ani do stawki WIBOR, ani do „kursu sprawiedliwego” z art. 4 i załącznika.

Art. 4 zawiera parametry potrzebne do „restrukturyzacji” kredytu, o której mowa w dalszej części projekt. Ten przepis zawiera w ust. 6 pkt 12) słynny już „kurs sprawiedliwy”.

Art. 5 zakłada „restrukturyzację” kredytu na przyszłość, polegającą przede wszystkim na zastosowaniu do indeksacji (lub denominacji) „kursu sprawiedliwego” oraz stawki WIBOR. Na ten rodzaj „restrukturyzacji” bank musi się zgodzić. Można więc sobie darować szczegółową lekturę tych rozwiązań. Po pierwsze, nie ma mechanizmu przymuszenia banku do zawarcia stosownej zmiany umowy. Po drugie, zawsze jest możliwość umówienia się inaczej niż zakłada ustawa

Art. 6 zakłada „restrukturyzację” kredytu na przyszłość, polegającą na jednorazowym zastosowaniu „kursu sprawiedliwego” do „odindeksowania/oddenominowania” kredytu (nie należy mówić o przewalutowaniu na złote kredytu, który jest już udostępniany i spłacany w złotych). Ten rodzaj „restrukturyzacji” klient może bankowi narzucić swoim oświadczeniem. Przepis ten jest więc jednostronnie bezwzględnie obowiązujący.

Art. 7 zakłada oddanie nieruchomości bankowi ze skutkiem zwalniającym dla klienta. Również to rozwiązanie klient może bankowi narzucić swoim oświadczeniem.

Art. 8 umożliwia zastosowanie wsteczną eliminację spreadu (art. 3) do kredytów wypowiedzianych – po okresie wypowiedzenia, ale jeszcze nie spłaconych. W przypadku tych kredytów wsteczna eliminacja spreadu mogłaby dotyczyć całości kredytu.

Podsumowanie.

Projekt jest bardzo skomplikowany i nieczytelny w zakresie w jakim w postaci norm prawnych przedstawia formuły rachunkowe. Projekt w zakresie „wstecznej eliminacji spreadu” (art. 3) może być planem minimum dla najmniej wymagających. Projekt w zakresie eliminacji elementu walutowego na przyszłość (art. 6) oznacza jednorazowe zmaterializowanie ryzyka walutowego i realnej straty kursowej. To chyba nie odpowiada założeniu projektu jakim jest zrównywanie sytuacji kredytobiorców indeksowanych i („czystych”) złotówkowych, wszak kredytobiorcy złotówkowi nie mają ryzyka walutowego do zmaterializowania. Projekt w zakresie rozwiązania „wolność za nieruchomość” (art. 7) jest prawniczo ciekawą propozycją i może być lepszym rozwiązaniem od upadłości konsumenckiej.


Czytając projekt warto pamiętać, że nie może on pozbawiać klienta banku uprawnień z tytułu bezskuteczności klauzul przewidujących dowolność banku w ustalaniu kursu walutowego lub zmian oprocentowania, wynikających z dyrektywy 93/13/WE i art. 3851 – 3853 k.c.

piątek, 8 stycznia 2016

Sąd przeciwko dobrym obyczajom.




Sąd Okręgowy w Warszawie wydał 9.11.2015 wyrok w sprawie XXIV C 837/14, którego uzasadnienie ukazało się ostatnio (http://law24.pl/wp-content/uploads/2016/01/2015_11_09_SO_Warszawa_XXIV_C_837_14.pdf), w którym oddalił powództwo klienta Banku Millennium SA o zapłatę nadpłaty powstałej w spłacie kredytu indeksowanego. Sąd uznał, że klient banku powinien wyliczyć prawidłową wysokość rat z uwzględnieniem „uczciwego zysku” banku, nie podał jednak na jakiej podstawie. Zdaniem Sądu, sama okoliczność, że klauzula indeksacyjna odsyłająca do tabeli bankowej jest sprzeczna z dobrymi obyczajami i jako taka jest bezskuteczna, nie oznacza automatycznie, że po stronie klienta powstała nadpłata w wysokości wynikającej z prostej eliminacji tej klauzuli.

Moim zdaniem, Sąd popełnił szereg błędów, które dają się zebrać w cztery grupy.

1. Uzgadnianie indywidualne klauzul.

Sąd traktuje uzgadnianie indywidualne klauzul jako bez mała wyjęcie ich spod prawa (s. 6-7). A przecież: po pierwsze - klauzule dotyczące świadczeń głównych (SN I CSK 531/13, TSUE C-26/13) zawsze są uzgodnione indywidualne, a są poddane art. 385(1) k.c. gdy nie są jednoznaczne, po drugie - inne uzgodnione indywidualnie klauzule są poddane kontroli na podstawie art. 58 k.c. Zresztą, Sąd błędnie ustalił, że element wzorca umownego może być traktowany jako uzgodniony indywidualnie (jest to stanowisko sprzeczne z art. 3.2 dyr. 93/13/WE i bynajmniej nie wynika z powołanego przez Sąd wyroku SN IV CSK 142/13). Ponadto, nie można wyboru spośród dwóch wzorców (jednego dotyczącego kredytu w PLN bez indeksacji i drugiego - indeksowanego) jako indywidualnego uzgodnienia (A. Olejniczak, Kodeks cywilny. Komentarz, komentarz do art. 3851 k.c., Lex 2015; M. Bednarek w: E. Łętowska (red.), System prawa prywatnego. Prawo zobowiązań – część ogólna. Tom 5, Warszawa 2006, s. 762-763).

2. Zawarcie aneksu.

Sąd przecenia rolę ustawy antyspreadowej i aneksu. Ani ustawa, ani aneks nie określają skąd się bierze i ile wynosi kwota indeksacji kredytu, czyli kwota w CHF, którą bank jednostronnie ustala kilka dni lub tygodni po zawarciu umowy, w celu sporządzenia harmonogramu spłaty, też w CHF (Sąd to przyznaje na s. 8). Przyznana aneksem możliwość spłaty przez klienta bezpośrednio w CHF też nie sanuje umowy, gdyż kwota spłacana bezpośrednio w CHF nadal pozostaje nieuzgodniona (SN w post. I CSK 607/13 przyjął, że mimo możliwości spłaty kredytu w CHF istnieje "konieczność zamieszczenia w umowie kredytowej [...] kursów wymiany walut").

3. "Idea" kredytu indeksowanego.

Sąd opisuje "ideę" kredytu indeksowanego jako "gwarancję" dla klienta, że bank udostępni mu kwotę w złotych w wysokości wskazanej we wniosku tj. niezależnie od zmiany kursu pomiędzy zawarciem umowy a wypłatą środków. Sąd uważa za niedopuszczalną zmianę charakteru kredytu indeksowanego na kredyt złotówkowy przez prostą eliminację indeksacji. Tym samym, Sąd sugeruje że umowa kredytu indeksowanego bez indeksacji jest nie do utrzymania, ale takie rozwiązanie już dawno przyjęto na gruncie art. 6 dyr. 93/13/WE i jest nim nieważność bezwzględna całej umowy.

4. Odpowiedzialność odszkodowawcza zamiast zwrotu bezpodstawnego wzbogacenia. 

Sąd odmawia zasadności roszczeniu o zwrot nienależnego świadczenia mówiąc, że skoro jest ważna umowa, to nie ma bezpodstawnego wzbogacenia. Tym samym, kwestionuje zastosowanie condictio sine causa do świadczeń z umowy częściowo bezskutecznej (czy częściowo nieważnej). A przecież nienależne świadczenie zachodzi m.in. gdy od początku nieistnieje zobowiązanie do świadczenia, niezależnie czy stan ten dotyczy całości czy części świadczenia. Gdyby stanowisko Sądu było prawidłowe, to zaczęłyby się mnożyć interpretacje przyznające poszczególnym klauzulom umownym charakter odrębnej umowy, ale nie tędy droga. Sąd chciał się oprzeć na uzasadnieniu wyroku SN II CSK 768/14, tyle że w sprawie przed SN powód dochodził ustalenia odpowiedzialności odszkodowawczej, a nie z bezpodstawnego wzbogacenia.

W sprawie o zwrot bezpodstawnego wzbogacenia wynikającego z bezskuteczności umowy powód wykazuje jedynie okoliczności wskazujące na tę bezskuteczność oraz wysokość nienależnego świadczenia. Jeżeli w okolicznościach sprawy powołał się na wpisanie klauzuli indeksacyjnej pozwanego banku do rejestru klauzul niedozwolonych i przeliczył wysokość rat pomijając tę klauzulę, to zasadniczo powinno być wystarczające dla wygrania sprawy. Pozostaje poczekać, co na to powie Sąd Apelacyjny w Warszawie.


piątek, 4 grudnia 2015

Kilka uwag o wyroku Banif Plus.



Wczoraj TSUE wydał wyrok w sprawie C-312/14 z powództwa Banif Plus Bank Zrt. przeciwko małżeństwu Lantos. Przedmiotem orzekania była przede wszystkim kwestia, czy kredyt indeksowany (nb. 22, w polskiej wersji wyroku nazywany kredytem denominowanym) jest instrumentem finansowym w rozumieniu regulacji MiFID. Trybunał uznał, że kredytowe klauzule indeksacji walutowej nie są instrumentem finansowym.

Żywe zainteresowanie, z którym wyrok ten był oczekiwany wynikało z określenia przez MiFID konkretnych obowiązków informacyjno-doradczych, których naruszenie, zgodnie z orzecznictwem polskich sądów, może (choć nie musi) skutkować nieważnością umowy. Pojawia się więc pytanie, jaki skutek dla prawnej oceny klauzul indeksacyjnych ma ten wyrok.

Wydaje się, że nie można z niego wyciągać wniosku o słabszej ochronie kredytobiorcy niż inwestora giełdowego. Poziom ochrony na rynku finansowym powinien generalnie oddawać poziom apetytu na ryzyko (którego odwrotnością jest awersja do ryzyka): im większe ryzyko klient godzi się ponieść, tym mniejsza ochrona i odwrotnie. W typowej sytuacji to kredytobiorca ma mniejszy apetyt na ryzyko niż inwestor giełdowy. Jeżeli w sytuacji nietypowej kredytobiorca ma taki apetyt na ryzyko jak inwestor giełdowy, a nawet większy, to pytanie, dlaczego w podobnych sytuacjach jeden jest chroniony (inwestor giełdowy), a drugi nie jest (kredytobiorca).

Trybunał niestety nie rozstrzygnął tych daleko idących kwestii, tym niemniej poczynił istotną uwagę dotyczącą stosowania dyrektywy 93/13/WE, dotyczącej ochrony konsumenta przed nieuczciwymi postanowieniami umowy (nb. 47, 48). Ochrona ta, zgodnie z orzecznictwem TSUE, może sięgać aż do nieważności umowy włącznie (zob. np. wyr. C-453/10 [Pereničová], C-397/11 [Jőrös]).

Dodatkowo Trybunał stwierdził, że nie zachodzą tu okoliczności występujące w sprawie C-604/11 (Genil 48 SL), w której umowa swapu odsetkowego była zawarta w celu redukcji stopy odsetkowej kredytu, ale osobno i po zawarciu umowy kredytowej. Trybunał w sprawie Genil stwierdził, że fakt, że klient jest objęty ochroną typową dla kredytobiorcy nie pozbawia go dalej idącej ochrony MiFID w zakresie swapu. Tylko w przypadku, gdyby swap był integralną częścią umowy kredytowej, oraz tylko gdyby przepisy (dyrektywy) dotyczące umów kredytowych zapewniały taki sam poziom informowania klienta o ryzykach, co poziom zapewniany przez dyrektywę 2004/39/WE, można byłoby odstąpić od stosowania tej dyrektywy (nb. 48 wyroku Genil). Skoro Trybunał w sprawie Banif powołał wyrok w sprawie Genil, to raczej znaczy, że uznał, że przepisy dotyczące umów kredytowych zapewniały taki sam poziom informowania klienta o ryzykach, co poziom zapewniany przez dyrektywę MiFID.

Co do zasadniczej kwestii „czy klauzula indeksacyjna to instrument finansowy” w wyroku dają się wyodrębnić dwa argumenty:
- cel klauzuli to wypłata i spłata kredytu, a nie zabezpieczenie albo inwestycja (określana też pejoratywnie jako spekulacja) (nb. 57, 61),
- kurs wymiany nie jest ustalony z góry (nb. 74).

Argument z celu umowy jest zaskakujący z dwóch względów.

Po pierwsze dlatego, że poza sporem jest, że klauzule indeksacyjne miały zapewnić niższe oprocentowanie kredytu. A obniżenie kosztów jest tradycyjnie ujmowana jako inwestycyjny (spekulacyjny) cel derywatu, w szczególności swapów odsetkowych (jak przyjął Trybunał w sprawie Genil). Trybunał to zresztą pośrednio przyznaje powołując się na sprawę Genil. Stanowisko Trybunału jest tu wewnętrznie sprzeczne.

Po drugie, przynajmniej w polskim orzecznictwie gospodarczy cel instrumentu finansowego, a o taki tu chodzi, albo nie jest w ogóle traktowany jako prawnie doniosły, albo jest traktowany pomocniczo przy badaniu zgodności derywatu z dobrymi obyczajami (casus derywatu w celu zabezpieczającym wywołującego rujnujące ryzyko). Obu liniom orzecznictwa dał początek wyrok SN IV CSK 284/12.

Argument z braku ustalenia kursu wymiany z góry jest również w dwójnasób zaskakujący: albo Trybunał odmawia przymiotu instrumentu finansowego wszelkim swapom i opcjom rozliczanym w przyszłości według kursów giełdowych, NBP, Reuters itp., albo sankcjonuje dowolność banku w ustalaniu kursu. Pierwszą ewentualność należy odrzucić, gdyż wiedza ta jest na tyle powszechna, że nie należy zakładać, że sędziom Trybunału była ona obca. Pozostaje więc przyjąć, że ten argument nie ma zastosowania do klauzul odsyłających do sprawdzalnych, obiektywnych indeksów (giełdy, NBP itp.), a jedynie do klauzul odsyłających do swobodnego uznania banku. W tym sensie jest to zrozumiałe: to nie jest instrument finansowy, bo to nie jest żadna umowa.

Pozostała argumentacja Trybunału to tezy bez uzasadnienia, jak np. stwierdzenie, ze nie można dokonać rozróżnienia między kredytem i terminową transakcją walutową (nb. 71), gdzie zabrakło choćby odniesienia do hybrydowych instrumentów finansowych, o których mowa w art. 39 MSR (i np. w rozp. MF z 12.12.2001).

Pozostaje poczekać jak omawiany wyrok zostanie przyjęty przez polskie sądy. Czy będzie stosowany? A jeżeli tak, czy będą stosowane inne ww. wyroki TSUE (dotąd było z tym krucho)? A może sądy wrócą do wyroku SN II CK 287/05, który jeszcze w roku 2005 zajmował się podobną sprawą i doszedł do odmiennych wniosków (podobnie zresztą jak KNF i WSA w sprawie VI SA/Wa 995/11)?

środa, 25 listopada 2015

„Kredytobiorcy >>złotówkowi<< mają gorzej.”



Jak wspomniałem w poprzednim wpisie, czyste kredyty „złotówkowe” z WIBOREM jako wskaźnikiem rynkowym stopy procentowej są w mediach przeciwstawiane kredytom złotówkowym „indeksowanym” z LIBOREM. Pozycja prawna kredytobiorców „złotówkowych” jest przy tym przeciwstawiana pozycji kredytobiorców „indeksowanych” ze wskazaniem, że ci pierwsi per saldo „mają gorzej”. Z tego wyprowadzany jest nieraz wniosek, że ci drudzy – skoro „mają lepiej” - nie powinni domagać się ustalenia, że „indeksacja” z tych czy innych względów jest nieuczciwa.



Dlaczego jedni „mają gorzej”? Czy nie dlatego, że WIBOR był (a może nadal jest) ustalany w oderwaniu od realiów rynkowych?



Na pytanie to brak odpowiedzi w mediach, co może nie powinno dziwić. Ale prób porównania sytuacji kredytobiorcy „złotówkowego” i „indeksowanego” dokonują też sądy (np. wyr. SO w Krakowie - I C 988/13: http://law24.pl/wp-content/uploads/2015/11/20151125162936275.pdf, wyr. SO w Warszawie - II C 302/14: http://orzeczenia.warszawa.so.gov.pl/content/$N/154505000000603_II_C_000302_2014_Uz_2015-02-17_001); niestety próby te ograniczają się do ogólnych sugestii o sprzeczności kwestionowania kredytów „indeksowanych” z dobrymi obyczajami właśnie ze względu na interes kredytobiorców „złotówkowych”, którzy indeksacji kwestionować nie mogą, a płacić muszą jeszcze więcej. Wydaje się, że próby dogmatycznego pogłębienia tego rodzaju argumentacji muszą spełznąć na niczym, a to z dwóch względów.



Po pierwsze, fundamentem prawa umów, jako części prawa cywilnego, jest ważenie interesów dwóch stron umowy. Interesy te mogą, czy nawet powinny być, przeciwstawne (akurat w przypadku umów bankowych ten klasyczny paradygmat jest przełamywany na rzecz uwzględniania przez bank interesu klienta). Ocena stosunku cywilnego sprowadza się do oceny interesów stron umowy. Możliwość kreowania stosunku cywilnego może być oczywiście przez ustawodawcę ograniczona z uwagi np. na ochronę interesów osób trzecich (np. reglamentacja administracyjna działalności bankowej służy ochronie m.in. interesów deponentów jako osób trzecich w stosunku do stron umowy kredytowej). Ale w ramach kompetencji zakreślonych ustawą strony umowy regulują swoje interesy (ewentualnie – wskazanych osób trzecich).



Nie można jednak interesów stron korzystających przy zawieraniu umowy ze swobody umów przeciwstawiać interesowi osób trzecich. Nie taka jest rola swobody umów i nie taka jest rola prawa umów. Autonomia stron wyrażana przez swobodę umów jest wprawdzie ograniczana przez dobre obyczaje, ale dobre obyczaje widziane przez pryzmat interesów jednej ze stron umowy. Jeżeli natomiast za pomocą dobrych obyczajów zaczniemy ograniczać swobodę umów przez wskazywanie na interesy grup, do których nie należy żadna ze stron umowy, to zastosujemy narzędzie prawa administracyjnego do oceny stosunków prawa cywilnego. Narzędzia hydraulika nie nadają się do naprawy drzwi. To inna dziedzina aktywności człowieka. Przecież niedostateczna ochrona prawna ofiar wypadków budowlanych nie może być argumentem za analogicznym ograniczeniem uprawnień ofiar wypadków drogowych.



Po drugie, sugerowanie że drudzy „mają lepiej” to sankcjonowanie tzw. „argumentu cenowego”, który jest od dawna rozpoznanym, niedopuszczalnym argumentem w prawie umów konsumenckich, a który polega na wskazaniu, że gdyby nie klauzula abuzywna, to koszty ponoszone przez konsumenta byłyby wyższe (zob. np. wyr. SA w Łodzi w sprawie grupy klientów mBank I ACa 1209/13). Po ponad 20 latach obowiązywania dyrektywy 93/13/WE, szczególnie jej art. 6 i 7, powinno być oczywiste, że przedsiębiorca powinien w konkurować na rynku w sposób zgodny z prawem obniżając koszty swojej działalności i przez to oferując konsumentom dobra na konkurencyjnych finansowo warunkach.



Ocena umowy przez pryzmat dobrych obyczajów rozumianych jako wyważanie interesów wszystkich grup klientów przedsiębiorcy jest oczywiście nie do pogodzenia z celami przyświecającymi wspomnianej dyrektywie, implementowanej do polskiego systemu prawa m.in. w art. 3851 – 3853 k.c. Jednoczesne funkcjonowanie kilku grup klientów, których umowy lub interesy są w pewnym zakresie przeciwstawne pozwalałoby przedsiębiorcy neutralizować przepisy mające przeciwdziałać nadużyciom w umowach konsumenckich. Tak więc, przy prawidłowej wykładni wskazanych norm zarówno klauzule odsyłające do przyszłych tabel kredytodawcy, jak i klauzule odsyłające do przyszłych notowań nierynkowego wskaźnika, powinny być uznane za bezskuteczne na podstawie art. 3851 k.c., niezależnie od możliwego wpływu bezskuteczności klauzuli na byt (konsens) całej umowy.



wtorek, 24 listopada 2015

WIBOR nierynkowy.



Wskaźniki zmiennej stopy procentowej WIBOR stanowią stały punkt odniesienia w tych umowach kredytowych, które nie odnoszą się do notowań walut obcych. Zestawianie w mediach kredytów złotówkowych jako modelowych stosunków umownych z patologicznymi kredytami indeksowanymi każe więc przyjrzeć się wskaźnikom WIBOR. WIBOR w dużym uproszczeniu odnosi się do poziomów stopy procentowej, po których banki rzeczywiście są skłonne pożyczać pieniądze.

WIBOR nie jest na pewno ustalany przez jeden bank, czyli bank-kredytodawcę. Dlatego nie jest dotknięty wadą dowolności w tym sensie, że jedna strona umowy (kredytodawca) ustala go wiążąco dla drugiej strony (kredytobiorcy), bez odniesienia do kryteriów obiektywnych. Dlatego WIBOR nie można wrzucić do jednego worka z klauzulami zmiany oprocentowania „starego portfela” mBanku (przedmiot pozwu w postępowaniu grupowym), czy klauzulami indeksacji odsyłającymi do tabel banku-kredytodawcy.

Czy jednak WIBOR jest ustalany rzetelnie? A jeżeli nie, to jakie może mieć to znaczenie dla skuteczności umów doń odsyłających? Pytanie jest aktualne w obliczu wykrytych przez zachodnioeuropejskich nadzorców rynku manipulacji stawkami LIBOR i EURIBOR (http://www.obserwatorfinansowy.pl/dispatches/porozumienie-krajow-ue-w-sprawie-nadzoru-nad-wskaznikami-rynkowymi/).

Można by powiedzieć, że WIBOR jest ustalany przez największe banki i już sam ten fakt stanowi najlepszą rekomendację rzetelności. Tak można by powiedzieć do roku 2008. Od tego czasu biorcy opcji walutowych, a także kredytobiorcy „indeksowani”, którzy zaufali informacjom otrzymywanym z banków wyszli na naiwnych. Niepokoi też następujące pytanie: jeżeli banki ustalające LIBOR i EURIBOR okazały się skrajnie nieuczciwe, to dlaczego banki ustalające WIBOR według zbliżonych kryteriów są uczciwe, jeżeli dodatkowo są to częściowo te same banki?

Jedną z pierwszych oznak nieprawidłowości w ustalaniu WIBOR było jego zachowanie w latach 2005-2010, które można określić jako „polowanie z nagonką”. Na to zjawisko złożyły się: obniżenie WIBOR poniżej średniej stawki referencyjnej NBP w celu wywołania apetytu na ryzyko kredytowe – przynęta (2005), podwyższenie WIBOR nieproporcjonalnie powyżej stawki NBP w celu skierowania uwagi klientów na kredyty indeksowane – nagonka (2008), wysokie spready walutowe w kredytach indeksowanych i jednocześnie wysoki WIBOR –łowy (2008-2010) (http://www.mpolska24.pl/post/7795/bankowy-przekret-stulecia-czi-kredyty-frankowe-i-zlotowe).

W roku 2012 Prezes Najwyższej Izby Kontroli w piśmie do Marszałka Senatu stwierdził m.in., że

„NBP przeprowadził badania w których stwierdził przypadki zawyżania kwotowania przez niektóre banki stawek WIBOR 3M znacznie ponad poziom akceptowalny na rynku. W związku z tym NBP podjął działania mające na celu stworzenie mechanizmu pozyskiwania informacji o rzeczywistym koszcie finansowania banków na krajowym rynku lokat międzybankowych. [...] W założeniu ma to umożliwić weryfikację w jakim stopniu stawki WIBOR odbiegają od rzeczywistego oprocentowania transakcji na rynku międzybankowym na dany dzień i wyjaśnienie z bankami przyczyny tych odchyleń.”

Postanowienia umowne powinny być na tyle precyzyjne, by na ich podstawie było możliwe obiektywne ustalenie wysokości świadczenia strony. Dotyczy to również świadczenia w postaci odsetek kapitałowych (odsetkowej części raty). Przepisy prawa bankowego dopuszczają ustalanie zmiennej stopy oprocentowania kredytu, ale nie precyzują jakie warunki stosowne postanowienie umowne ma spełniać (art. 69 ust. 2 pkt 5) pr. bank.). Można więc tu odnieść się do najbardziej popularnej umowy, tj. umowy sprzedaży. Na podstawie kodeksu cywilnego dopuszcza się odesłanie w umowie sprzedaży do określania ceny w odniesieniu do rynku (art. 536 § 2 k.c.). Konieczne jest jednak, by istniały dane rynkowe niezbędne do ustalenia tej ceny (zob. np. W.J. Katner, SPP, t.VII, Wwa 2001, r. I, nb. 163-164, Cz. Żuławska, R. Trzaskowski, Kodeks cywilny. Komentarz. t. III cz. 2, kom. do art. 536 nb. 2). Zasady te należy analogicznie stosować do ustalania wysokości oprocentowania i jego zmian. Nie ma żadnych przyczyn, dla których kredytobiorca miałby być mniej chroniony przez prawo niż kupujący.

Jeżeli więc WIBOR nie jest rynkowy, to czy może stanowić wiążące dla obu stron odniesienie dla zmian oprocentowania?

piątek, 2 października 2015

Sąd Apelacyjny: klauzula indeksacyjna wystarcza do dopuszczenia pozwu zbiorowego

Sąd Apelacyjny uzasadnił postanowienie uchylające postanowienie Sądu Okręgowego o odrzuceniu pozwu grupowego klientów Getin Noble Bank SA i wskazał, że:

- o dopuszczalności procedury grupowej przesądza wspólny element umów, tj. mechanizm indeksacji, niezależnie od dokładnego brzmienia klauzuli indeksacyjnej (kwota kredytu umówiona, wypłacana i spłacana w PLN po indeksacji kursem kupna, a potem kursem sprzedaży CHF, ustalanymi jednostronnie przez bank),


- fakt zawarcia aneksu nie stanowi czynnika odróżniającego dostatecznego do odmowy ustalenia jednolitości grupy, skoro powództwo może dotyczyć i dotyczy też okresu sprzed zawarcia aneksu,


- wystarczy, że jednolitą sytuację prawną ma 10 członków grupy,


- konsumentem jest nie tylko ten, kto nie prowadzi działalności gospodarczej, ale i ten, kto prowadząc działalność zawiera umowę nie związaną bezpośrednio z tą działalnością (art. 22 par. 1 kc),


- ewentualne sformułowanie żądań pozwu jest dopuszczalne w postępowaniu grupowym,


- zarzuty dotyczące braku współuczestnika koniecznego czy interesu prawnego w ogóle nie są przedmiotem orzekania w tym stadium postępowania.

Sąd Apelacyjny nie mógł zmienić postanowienia Sądu Okręgowego i po prostu dopuścić pozew do rozpoznania, ponieważ z pierwszoinstancyjnych ustaleń nie wynika kto nie jest konsumentem i czy po pominięciu tych osób liczebność grupy będzie nie mniejsza niż 10.

Sprawa będzie ponownie rozpoznawana przez Sąd Okręgowy (sygn. akt Sądu Apelacyjnego: VI ACz 1012/15).



http://law24.pl/wp-content/uploads/2015/09/postanowienie-z-uzasadnieniem.pdf
 

środa, 30 września 2015

Sąd: indeksacja kredytu do franka zgodna z prawem.

W pozostawiającym więcej pytań niż odpowiedzi wyroku Sąd Okręgowy w Warszawie Wydział XXV Cywilny uznał, że umowa kredytu indeksowanego do CHF, zaciągnięty w roku 2008 przy odniesieniu do kursów kupna i sprzedaży ustalanych jednostronnie przez bank, jest zgodna z prawem i w pełni skuteczna. A oto co doprowadziło sąd do takich wniosków.

Powodowie, zdaniem sądu, prowadzili działalność gospodarczą w zakresie najmu, ponieważ mieli kilka nieruchomości, które wynajmowali (chociaż akurat nieruchomości objętej kredytem nie wynajmowali). Dodatkowo, rozumowanie sądu było oparte na amortyzowaniu przedmiotowej nieruchomości i rozliczaniu kosztów uzyskania przychodu związanych z kredytowaną nieruchomością.

Kredytowana nieruchomość, zdaniem sądu, była kupiona w celu prowadzenia ww. działalności gospodarczej.
Badana umowa miała zastrzeżenie, że nie jest objęta ustawą o kredycie konsumenckim. A skoro tak, to rozumując a contrario, zdaniem sądu, jest umową zawartą w ramach działalności gospodarczej.

Z powyższych ustaleń sąd wywiódł, że badany kredyt był kredytem „firmowym”, a skoro tak to nie stosuje się do niego przepisów o ochronie konsumenta, w tym o klauzulach sprzecznych z dobrymi obyczajami (art. 3851 k.c.), a skoro tak to a contrario umowa jest zgodna z dobrymi obyczajami (art. 58 § 2 k.c.).

Sąd uznał też, że skoro dochodzone roszczenie wynika, zdaniem sądu, z prowadzenia działalności gospodarczej przez powodów, a umowa została zawarta w roku 2008, a pozew został złożony w roku 2014, to wszelkie roszczenia z tej umowy przedawniły się w roku 2011, tj. po trzech latach od jej zawarcia.

Dodatkowo, sąd wskazał, że strony zawarły w roku 2010 aneks umożliwiający powodom spłaty kredytu w CHF. Zdaniem sądu, ten aneks sanował wszelkie możliwe nieprawidłowości i luki w umowie w zakresie ustalania kursu kupna i kursu sprzedaży CHF w ramach indeksacji.

Rodzą się tu następujące pytania:

Dlaczego sąd nie wziął pod uwagę tłumaczenia powodów, że działalność gospodarczą rozpoczęli w roku 2011, a wcześniej PIT z tytułu najmu na zasadach ogólnych, według skali podatkowej, przy czym przy tej formie opodatkowania jest możliwa i amortyzacja i rozpoznawanie kosztów uzyskania przychodu, tak samo jak w prowadzeniu działalności gospodarczej? Innymi słowy – dlaczego nie wziął pod uwagę, że i amortyzacja i rozpoznawanie kosztów uzyskania przychodów z tytułu najmu nie świadczą jeszcze o prowadzeniu (niezarejstrowanej) działalności gospodarczej?

Dlaczego sąd uznał, że powodowie przeznaczali w chwili zakupu przedmiotową nieruchomość na cele działalności gospodarczej, skoro nie wynika to z dokumentacji kredytowej (dokumentacja była typowa dla kredytu hipotecznego dla konsumenta), sam obiekt nie był nigdy wykończony, a powodowie wyjaśniali, że chcieli w kupionym domu zamieszkać?

Dlaczego sąd uznał, że wzmianka w umowie o nieobjęciu jej rygorami ustawy o kredycie konsumenckim w wersji obowiązującej w roku 2008 oznacza, że był to kredyt firmowy, skoro umowa jako dotycząca finansowania w kwocie przekraczającej 80.000 zł z definicji w ramach ustawy się nie mieściła? Czy to znaczy, że wszystkie umowy kredytowe z tego okresu opiewające na kwoty powyżej 80.000 zł są kredytami „firmowymi”, a klienci nolens volens zaciągając je rozpoczynali działalność gospodarczą?

Dlaczego sąd, skoro uznał, że spór toczy się między przedsiębiorcami, nie przekazał sprawy do wydziału gospodarczego? Czy obawiał się, że wydział gospodarczy może być innego zdania i zwróci sprawę do wydziału cywilnego?

Dlaczego sąd uznał, że w umowie między przedsiębiorcami dowolne ustalanie wysokości zobowiązania dłużnika przez wierzyciela jest dozwolone i skuteczne? 

Dlaczego sąd uznał, że przy przyjęciu trzyletniego okresu przedawnienia przedawniło się wszystko, skoro powodowie regularnie spłacają kredyt, a pozew dotyczył też spłat z lat 2011-2014? Czy oznacza to odejście od powszechnie przyjmowanej dotąd wykładni art. 120 w związku z art. 455 k.c., zgodnie z którą termin przedawnienia roszczenia z bezpodstawnego wzbogacenia rozpoczyna bieg po dniu wzbogacenia, czyli po dniu rzeczywistej zapłaty?

Dlaczego sąd uznał, że aneks przewidujący możliwość spłaty rat kredytu w CHF potwierdza i uzupełnia umowę tak, że jest ona w całości i od początku skuteczna, skoro aneks nie mówi nic o kursie kupna zastosowanym na początku przez bank, umowa przewidywała dla zmian i potwierdzeń umowy formę pisemną pod rygorem nieważności, harmonogramy odnoszące się do kursu kupna zastosowanego przez bank przyszły już po zawarciu umowy i nie były przez nikogo akceptowane? Czy doręczenie niepodpisanego harmonogramu, który zgodnie z umową obowiązuje mocą jednostronnej decyzji banku, może być traktowane jako uzupełnienie umowy kredytu o kurs kupna przyjęty do indeksacji – czyli do ustalenia wirtualnej kwoty indeksacji w CHF? A jeżeli nie, to gdzie są podstawy do ustalania wysokości kwoty raty w CHF, skoro w aneksie ich nie ma? 

W sprawie będzie przygotowywana apelacja. Należy więc mieć nadzieję, że Sąd Apelacyjny w Warszawie udzieli odpowiedzi na te i inne pytania, które pojawiły się po wczorajszym wyroku (sygn. akt XXV C 1621/14).

[Autor jest pełnomocnikiem powodów]