piątek, 4 grudnia 2015

Kilka uwag o wyroku Banif Plus.



Wczoraj TSUE wydał wyrok w sprawie C-312/14 z powództwa Banif Plus Bank Zrt. przeciwko małżeństwu Lantos. Przedmiotem orzekania była przede wszystkim kwestia, czy kredyt indeksowany (nb. 22, w polskiej wersji wyroku nazywany kredytem denominowanym) jest instrumentem finansowym w rozumieniu regulacji MiFID. Trybunał uznał, że kredytowe klauzule indeksacji walutowej nie są instrumentem finansowym.

Żywe zainteresowanie, z którym wyrok ten był oczekiwany wynikało z określenia przez MiFID konkretnych obowiązków informacyjno-doradczych, których naruszenie, zgodnie z orzecznictwem polskich sądów, może (choć nie musi) skutkować nieważnością umowy. Pojawia się więc pytanie, jaki skutek dla prawnej oceny klauzul indeksacyjnych ma ten wyrok.

Wydaje się, że nie można z niego wyciągać wniosku o słabszej ochronie kredytobiorcy niż inwestora giełdowego. Poziom ochrony na rynku finansowym powinien generalnie oddawać poziom apetytu na ryzyko (którego odwrotnością jest awersja do ryzyka): im większe ryzyko klient godzi się ponieść, tym mniejsza ochrona i odwrotnie. W typowej sytuacji to kredytobiorca ma mniejszy apetyt na ryzyko niż inwestor giełdowy. Jeżeli w sytuacji nietypowej kredytobiorca ma taki apetyt na ryzyko jak inwestor giełdowy, a nawet większy, to pytanie, dlaczego w podobnych sytuacjach jeden jest chroniony (inwestor giełdowy), a drugi nie jest (kredytobiorca).

Trybunał niestety nie rozstrzygnął tych daleko idących kwestii, tym niemniej poczynił istotną uwagę dotyczącą stosowania dyrektywy 93/13/WE, dotyczącej ochrony konsumenta przed nieuczciwymi postanowieniami umowy (nb. 47, 48). Ochrona ta, zgodnie z orzecznictwem TSUE, może sięgać aż do nieważności umowy włącznie (zob. np. wyr. C-453/10 [Pereničová], C-397/11 [Jőrös]).

Dodatkowo Trybunał stwierdził, że nie zachodzą tu okoliczności występujące w sprawie C-604/11 (Genil 48 SL), w której umowa swapu odsetkowego była zawarta w celu redukcji stopy odsetkowej kredytu, ale osobno i po zawarciu umowy kredytowej. Trybunał w sprawie Genil stwierdził, że fakt, że klient jest objęty ochroną typową dla kredytobiorcy nie pozbawia go dalej idącej ochrony MiFID w zakresie swapu. Tylko w przypadku, gdyby swap był integralną częścią umowy kredytowej, oraz tylko gdyby przepisy (dyrektywy) dotyczące umów kredytowych zapewniały taki sam poziom informowania klienta o ryzykach, co poziom zapewniany przez dyrektywę 2004/39/WE, można byłoby odstąpić od stosowania tej dyrektywy (nb. 48 wyroku Genil). Skoro Trybunał w sprawie Banif powołał wyrok w sprawie Genil, to raczej znaczy, że uznał, że przepisy dotyczące umów kredytowych zapewniały taki sam poziom informowania klienta o ryzykach, co poziom zapewniany przez dyrektywę MiFID.

Co do zasadniczej kwestii „czy klauzula indeksacyjna to instrument finansowy” w wyroku dają się wyodrębnić dwa argumenty:
- cel klauzuli to wypłata i spłata kredytu, a nie zabezpieczenie albo inwestycja (określana też pejoratywnie jako spekulacja) (nb. 57, 61),
- kurs wymiany nie jest ustalony z góry (nb. 74).

Argument z celu umowy jest zaskakujący z dwóch względów.

Po pierwsze dlatego, że poza sporem jest, że klauzule indeksacyjne miały zapewnić niższe oprocentowanie kredytu. A obniżenie kosztów jest tradycyjnie ujmowana jako inwestycyjny (spekulacyjny) cel derywatu, w szczególności swapów odsetkowych (jak przyjął Trybunał w sprawie Genil). Trybunał to zresztą pośrednio przyznaje powołując się na sprawę Genil. Stanowisko Trybunału jest tu wewnętrznie sprzeczne.

Po drugie, przynajmniej w polskim orzecznictwie gospodarczy cel instrumentu finansowego, a o taki tu chodzi, albo nie jest w ogóle traktowany jako prawnie doniosły, albo jest traktowany pomocniczo przy badaniu zgodności derywatu z dobrymi obyczajami (casus derywatu w celu zabezpieczającym wywołującego rujnujące ryzyko). Obu liniom orzecznictwa dał początek wyrok SN IV CSK 284/12.

Argument z braku ustalenia kursu wymiany z góry jest również w dwójnasób zaskakujący: albo Trybunał odmawia przymiotu instrumentu finansowego wszelkim swapom i opcjom rozliczanym w przyszłości według kursów giełdowych, NBP, Reuters itp., albo sankcjonuje dowolność banku w ustalaniu kursu. Pierwszą ewentualność należy odrzucić, gdyż wiedza ta jest na tyle powszechna, że nie należy zakładać, że sędziom Trybunału była ona obca. Pozostaje więc przyjąć, że ten argument nie ma zastosowania do klauzul odsyłających do sprawdzalnych, obiektywnych indeksów (giełdy, NBP itp.), a jedynie do klauzul odsyłających do swobodnego uznania banku. W tym sensie jest to zrozumiałe: to nie jest instrument finansowy, bo to nie jest żadna umowa.

Pozostała argumentacja Trybunału to tezy bez uzasadnienia, jak np. stwierdzenie, ze nie można dokonać rozróżnienia między kredytem i terminową transakcją walutową (nb. 71), gdzie zabrakło choćby odniesienia do hybrydowych instrumentów finansowych, o których mowa w art. 39 MSR (i np. w rozp. MF z 12.12.2001).

Pozostaje poczekać jak omawiany wyrok zostanie przyjęty przez polskie sądy. Czy będzie stosowany? A jeżeli tak, czy będą stosowane inne ww. wyroki TSUE (dotąd było z tym krucho)? A może sądy wrócą do wyroku SN II CK 287/05, który jeszcze w roku 2005 zajmował się podobną sprawą i doszedł do odmiennych wniosków (podobnie zresztą jak KNF i WSA w sprawie VI SA/Wa 995/11)?

środa, 25 listopada 2015

„Kredytobiorcy >>złotówkowi<< mają gorzej.”



Jak wspomniałem w poprzednim wpisie, czyste kredyty „złotówkowe” z WIBOREM jako wskaźnikiem rynkowym stopy procentowej są w mediach przeciwstawiane kredytom złotówkowym „indeksowanym” z LIBOREM. Pozycja prawna kredytobiorców „złotówkowych” jest przy tym przeciwstawiana pozycji kredytobiorców „indeksowanych” ze wskazaniem, że ci pierwsi per saldo „mają gorzej”. Z tego wyprowadzany jest nieraz wniosek, że ci drudzy – skoro „mają lepiej” - nie powinni domagać się ustalenia, że „indeksacja” z tych czy innych względów jest nieuczciwa.



Dlaczego jedni „mają gorzej”? Czy nie dlatego, że WIBOR był (a może nadal jest) ustalany w oderwaniu od realiów rynkowych?



Na pytanie to brak odpowiedzi w mediach, co może nie powinno dziwić. Ale prób porównania sytuacji kredytobiorcy „złotówkowego” i „indeksowanego” dokonują też sądy (np. wyr. SO w Krakowie - I C 988/13: http://law24.pl/wp-content/uploads/2015/11/20151125162936275.pdf, wyr. SO w Warszawie - II C 302/14: http://orzeczenia.warszawa.so.gov.pl/content/$N/154505000000603_II_C_000302_2014_Uz_2015-02-17_001); niestety próby te ograniczają się do ogólnych sugestii o sprzeczności kwestionowania kredytów „indeksowanych” z dobrymi obyczajami właśnie ze względu na interes kredytobiorców „złotówkowych”, którzy indeksacji kwestionować nie mogą, a płacić muszą jeszcze więcej. Wydaje się, że próby dogmatycznego pogłębienia tego rodzaju argumentacji muszą spełznąć na niczym, a to z dwóch względów.



Po pierwsze, fundamentem prawa umów, jako części prawa cywilnego, jest ważenie interesów dwóch stron umowy. Interesy te mogą, czy nawet powinny być, przeciwstawne (akurat w przypadku umów bankowych ten klasyczny paradygmat jest przełamywany na rzecz uwzględniania przez bank interesu klienta). Ocena stosunku cywilnego sprowadza się do oceny interesów stron umowy. Możliwość kreowania stosunku cywilnego może być oczywiście przez ustawodawcę ograniczona z uwagi np. na ochronę interesów osób trzecich (np. reglamentacja administracyjna działalności bankowej służy ochronie m.in. interesów deponentów jako osób trzecich w stosunku do stron umowy kredytowej). Ale w ramach kompetencji zakreślonych ustawą strony umowy regulują swoje interesy (ewentualnie – wskazanych osób trzecich).



Nie można jednak interesów stron korzystających przy zawieraniu umowy ze swobody umów przeciwstawiać interesowi osób trzecich. Nie taka jest rola swobody umów i nie taka jest rola prawa umów. Autonomia stron wyrażana przez swobodę umów jest wprawdzie ograniczana przez dobre obyczaje, ale dobre obyczaje widziane przez pryzmat interesów jednej ze stron umowy. Jeżeli natomiast za pomocą dobrych obyczajów zaczniemy ograniczać swobodę umów przez wskazywanie na interesy grup, do których nie należy żadna ze stron umowy, to zastosujemy narzędzie prawa administracyjnego do oceny stosunków prawa cywilnego. Narzędzia hydraulika nie nadają się do naprawy drzwi. To inna dziedzina aktywności człowieka. Przecież niedostateczna ochrona prawna ofiar wypadków budowlanych nie może być argumentem za analogicznym ograniczeniem uprawnień ofiar wypadków drogowych.



Po drugie, sugerowanie że drudzy „mają lepiej” to sankcjonowanie tzw. „argumentu cenowego”, który jest od dawna rozpoznanym, niedopuszczalnym argumentem w prawie umów konsumenckich, a który polega na wskazaniu, że gdyby nie klauzula abuzywna, to koszty ponoszone przez konsumenta byłyby wyższe (zob. np. wyr. SA w Łodzi w sprawie grupy klientów mBank I ACa 1209/13). Po ponad 20 latach obowiązywania dyrektywy 93/13/WE, szczególnie jej art. 6 i 7, powinno być oczywiste, że przedsiębiorca powinien w konkurować na rynku w sposób zgodny z prawem obniżając koszty swojej działalności i przez to oferując konsumentom dobra na konkurencyjnych finansowo warunkach.



Ocena umowy przez pryzmat dobrych obyczajów rozumianych jako wyważanie interesów wszystkich grup klientów przedsiębiorcy jest oczywiście nie do pogodzenia z celami przyświecającymi wspomnianej dyrektywie, implementowanej do polskiego systemu prawa m.in. w art. 3851 – 3853 k.c. Jednoczesne funkcjonowanie kilku grup klientów, których umowy lub interesy są w pewnym zakresie przeciwstawne pozwalałoby przedsiębiorcy neutralizować przepisy mające przeciwdziałać nadużyciom w umowach konsumenckich. Tak więc, przy prawidłowej wykładni wskazanych norm zarówno klauzule odsyłające do przyszłych tabel kredytodawcy, jak i klauzule odsyłające do przyszłych notowań nierynkowego wskaźnika, powinny być uznane za bezskuteczne na podstawie art. 3851 k.c., niezależnie od możliwego wpływu bezskuteczności klauzuli na byt (konsens) całej umowy.



wtorek, 24 listopada 2015

WIBOR nierynkowy.



Wskaźniki zmiennej stopy procentowej WIBOR stanowią stały punkt odniesienia w tych umowach kredytowych, które nie odnoszą się do notowań walut obcych. Zestawianie w mediach kredytów złotówkowych jako modelowych stosunków umownych z patologicznymi kredytami indeksowanymi każe więc przyjrzeć się wskaźnikom WIBOR. WIBOR w dużym uproszczeniu odnosi się do poziomów stopy procentowej, po których banki rzeczywiście są skłonne pożyczać pieniądze.

WIBOR nie jest na pewno ustalany przez jeden bank, czyli bank-kredytodawcę. Dlatego nie jest dotknięty wadą dowolności w tym sensie, że jedna strona umowy (kredytodawca) ustala go wiążąco dla drugiej strony (kredytobiorcy), bez odniesienia do kryteriów obiektywnych. Dlatego WIBOR nie można wrzucić do jednego worka z klauzulami zmiany oprocentowania „starego portfela” mBanku (przedmiot pozwu w postępowaniu grupowym), czy klauzulami indeksacji odsyłającymi do tabel banku-kredytodawcy.

Czy jednak WIBOR jest ustalany rzetelnie? A jeżeli nie, to jakie może mieć to znaczenie dla skuteczności umów doń odsyłających? Pytanie jest aktualne w obliczu wykrytych przez zachodnioeuropejskich nadzorców rynku manipulacji stawkami LIBOR i EURIBOR (http://www.obserwatorfinansowy.pl/dispatches/porozumienie-krajow-ue-w-sprawie-nadzoru-nad-wskaznikami-rynkowymi/).

Można by powiedzieć, że WIBOR jest ustalany przez największe banki i już sam ten fakt stanowi najlepszą rekomendację rzetelności. Tak można by powiedzieć do roku 2008. Od tego czasu biorcy opcji walutowych, a także kredytobiorcy „indeksowani”, którzy zaufali informacjom otrzymywanym z banków wyszli na naiwnych. Niepokoi też następujące pytanie: jeżeli banki ustalające LIBOR i EURIBOR okazały się skrajnie nieuczciwe, to dlaczego banki ustalające WIBOR według zbliżonych kryteriów są uczciwe, jeżeli dodatkowo są to częściowo te same banki?

Jedną z pierwszych oznak nieprawidłowości w ustalaniu WIBOR było jego zachowanie w latach 2005-2010, które można określić jako „polowanie z nagonką”. Na to zjawisko złożyły się: obniżenie WIBOR poniżej średniej stawki referencyjnej NBP w celu wywołania apetytu na ryzyko kredytowe – przynęta (2005), podwyższenie WIBOR nieproporcjonalnie powyżej stawki NBP w celu skierowania uwagi klientów na kredyty indeksowane – nagonka (2008), wysokie spready walutowe w kredytach indeksowanych i jednocześnie wysoki WIBOR –łowy (2008-2010) (http://www.mpolska24.pl/post/7795/bankowy-przekret-stulecia-czi-kredyty-frankowe-i-zlotowe).

W roku 2012 Prezes Najwyższej Izby Kontroli w piśmie do Marszałka Senatu stwierdził m.in., że

„NBP przeprowadził badania w których stwierdził przypadki zawyżania kwotowania przez niektóre banki stawek WIBOR 3M znacznie ponad poziom akceptowalny na rynku. W związku z tym NBP podjął działania mające na celu stworzenie mechanizmu pozyskiwania informacji o rzeczywistym koszcie finansowania banków na krajowym rynku lokat międzybankowych. [...] W założeniu ma to umożliwić weryfikację w jakim stopniu stawki WIBOR odbiegają od rzeczywistego oprocentowania transakcji na rynku międzybankowym na dany dzień i wyjaśnienie z bankami przyczyny tych odchyleń.”

Postanowienia umowne powinny być na tyle precyzyjne, by na ich podstawie było możliwe obiektywne ustalenie wysokości świadczenia strony. Dotyczy to również świadczenia w postaci odsetek kapitałowych (odsetkowej części raty). Przepisy prawa bankowego dopuszczają ustalanie zmiennej stopy oprocentowania kredytu, ale nie precyzują jakie warunki stosowne postanowienie umowne ma spełniać (art. 69 ust. 2 pkt 5) pr. bank.). Można więc tu odnieść się do najbardziej popularnej umowy, tj. umowy sprzedaży. Na podstawie kodeksu cywilnego dopuszcza się odesłanie w umowie sprzedaży do określania ceny w odniesieniu do rynku (art. 536 § 2 k.c.). Konieczne jest jednak, by istniały dane rynkowe niezbędne do ustalenia tej ceny (zob. np. W.J. Katner, SPP, t.VII, Wwa 2001, r. I, nb. 163-164, Cz. Żuławska, R. Trzaskowski, Kodeks cywilny. Komentarz. t. III cz. 2, kom. do art. 536 nb. 2). Zasady te należy analogicznie stosować do ustalania wysokości oprocentowania i jego zmian. Nie ma żadnych przyczyn, dla których kredytobiorca miałby być mniej chroniony przez prawo niż kupujący.

Jeżeli więc WIBOR nie jest rynkowy, to czy może stanowić wiążące dla obu stron odniesienie dla zmian oprocentowania?

piątek, 2 października 2015

Sąd Apelacyjny: klauzula indeksacyjna wystarcza do dopuszczenia pozwu zbiorowego

Sąd Apelacyjny uzasadnił postanowienie uchylające postanowienie Sądu Okręgowego o odrzuceniu pozwu grupowego klientów Getin Noble Bank SA i wskazał, że:

- o dopuszczalności procedury grupowej przesądza wspólny element umów, tj. mechanizm indeksacji, niezależnie od dokładnego brzmienia klauzuli indeksacyjnej (kwota kredytu umówiona, wypłacana i spłacana w PLN po indeksacji kursem kupna, a potem kursem sprzedaży CHF, ustalanymi jednostronnie przez bank),


- fakt zawarcia aneksu nie stanowi czynnika odróżniającego dostatecznego do odmowy ustalenia jednolitości grupy, skoro powództwo może dotyczyć i dotyczy też okresu sprzed zawarcia aneksu,


- wystarczy, że jednolitą sytuację prawną ma 10 członków grupy,


- konsumentem jest nie tylko ten, kto nie prowadzi działalności gospodarczej, ale i ten, kto prowadząc działalność zawiera umowę nie związaną bezpośrednio z tą działalnością (art. 22 par. 1 kc),


- ewentualne sformułowanie żądań pozwu jest dopuszczalne w postępowaniu grupowym,


- zarzuty dotyczące braku współuczestnika koniecznego czy interesu prawnego w ogóle nie są przedmiotem orzekania w tym stadium postępowania.

Sąd Apelacyjny nie mógł zmienić postanowienia Sądu Okręgowego i po prostu dopuścić pozew do rozpoznania, ponieważ z pierwszoinstancyjnych ustaleń nie wynika kto nie jest konsumentem i czy po pominięciu tych osób liczebność grupy będzie nie mniejsza niż 10.

Sprawa będzie ponownie rozpoznawana przez Sąd Okręgowy (sygn. akt Sądu Apelacyjnego: VI ACz 1012/15).



http://law24.pl/wp-content/uploads/2015/09/postanowienie-z-uzasadnieniem.pdf
 

środa, 30 września 2015

Sąd: indeksacja kredytu do franka zgodna z prawem.

W pozostawiającym więcej pytań niż odpowiedzi wyroku Sąd Okręgowy w Warszawie Wydział XXV Cywilny uznał, że umowa kredytu indeksowanego do CHF, zaciągnięty w roku 2008 przy odniesieniu do kursów kupna i sprzedaży ustalanych jednostronnie przez bank, jest zgodna z prawem i w pełni skuteczna. A oto co doprowadziło sąd do takich wniosków.

Powodowie, zdaniem sądu, prowadzili działalność gospodarczą w zakresie najmu, ponieważ mieli kilka nieruchomości, które wynajmowali (chociaż akurat nieruchomości objętej kredytem nie wynajmowali). Dodatkowo, rozumowanie sądu było oparte na amortyzowaniu przedmiotowej nieruchomości i rozliczaniu kosztów uzyskania przychodu związanych z kredytowaną nieruchomością.

Kredytowana nieruchomość, zdaniem sądu, była kupiona w celu prowadzenia ww. działalności gospodarczej.
Badana umowa miała zastrzeżenie, że nie jest objęta ustawą o kredycie konsumenckim. A skoro tak, to rozumując a contrario, zdaniem sądu, jest umową zawartą w ramach działalności gospodarczej.

Z powyższych ustaleń sąd wywiódł, że badany kredyt był kredytem „firmowym”, a skoro tak to nie stosuje się do niego przepisów o ochronie konsumenta, w tym o klauzulach sprzecznych z dobrymi obyczajami (art. 3851 k.c.), a skoro tak to a contrario umowa jest zgodna z dobrymi obyczajami (art. 58 § 2 k.c.).

Sąd uznał też, że skoro dochodzone roszczenie wynika, zdaniem sądu, z prowadzenia działalności gospodarczej przez powodów, a umowa została zawarta w roku 2008, a pozew został złożony w roku 2014, to wszelkie roszczenia z tej umowy przedawniły się w roku 2011, tj. po trzech latach od jej zawarcia.

Dodatkowo, sąd wskazał, że strony zawarły w roku 2010 aneks umożliwiający powodom spłaty kredytu w CHF. Zdaniem sądu, ten aneks sanował wszelkie możliwe nieprawidłowości i luki w umowie w zakresie ustalania kursu kupna i kursu sprzedaży CHF w ramach indeksacji.

Rodzą się tu następujące pytania:

Dlaczego sąd nie wziął pod uwagę tłumaczenia powodów, że działalność gospodarczą rozpoczęli w roku 2011, a wcześniej PIT z tytułu najmu na zasadach ogólnych, według skali podatkowej, przy czym przy tej formie opodatkowania jest możliwa i amortyzacja i rozpoznawanie kosztów uzyskania przychodu, tak samo jak w prowadzeniu działalności gospodarczej? Innymi słowy – dlaczego nie wziął pod uwagę, że i amortyzacja i rozpoznawanie kosztów uzyskania przychodów z tytułu najmu nie świadczą jeszcze o prowadzeniu (niezarejstrowanej) działalności gospodarczej?

Dlaczego sąd uznał, że powodowie przeznaczali w chwili zakupu przedmiotową nieruchomość na cele działalności gospodarczej, skoro nie wynika to z dokumentacji kredytowej (dokumentacja była typowa dla kredytu hipotecznego dla konsumenta), sam obiekt nie był nigdy wykończony, a powodowie wyjaśniali, że chcieli w kupionym domu zamieszkać?

Dlaczego sąd uznał, że wzmianka w umowie o nieobjęciu jej rygorami ustawy o kredycie konsumenckim w wersji obowiązującej w roku 2008 oznacza, że był to kredyt firmowy, skoro umowa jako dotycząca finansowania w kwocie przekraczającej 80.000 zł z definicji w ramach ustawy się nie mieściła? Czy to znaczy, że wszystkie umowy kredytowe z tego okresu opiewające na kwoty powyżej 80.000 zł są kredytami „firmowymi”, a klienci nolens volens zaciągając je rozpoczynali działalność gospodarczą?

Dlaczego sąd, skoro uznał, że spór toczy się między przedsiębiorcami, nie przekazał sprawy do wydziału gospodarczego? Czy obawiał się, że wydział gospodarczy może być innego zdania i zwróci sprawę do wydziału cywilnego?

Dlaczego sąd uznał, że w umowie między przedsiębiorcami dowolne ustalanie wysokości zobowiązania dłużnika przez wierzyciela jest dozwolone i skuteczne? 

Dlaczego sąd uznał, że przy przyjęciu trzyletniego okresu przedawnienia przedawniło się wszystko, skoro powodowie regularnie spłacają kredyt, a pozew dotyczył też spłat z lat 2011-2014? Czy oznacza to odejście od powszechnie przyjmowanej dotąd wykładni art. 120 w związku z art. 455 k.c., zgodnie z którą termin przedawnienia roszczenia z bezpodstawnego wzbogacenia rozpoczyna bieg po dniu wzbogacenia, czyli po dniu rzeczywistej zapłaty?

Dlaczego sąd uznał, że aneks przewidujący możliwość spłaty rat kredytu w CHF potwierdza i uzupełnia umowę tak, że jest ona w całości i od początku skuteczna, skoro aneks nie mówi nic o kursie kupna zastosowanym na początku przez bank, umowa przewidywała dla zmian i potwierdzeń umowy formę pisemną pod rygorem nieważności, harmonogramy odnoszące się do kursu kupna zastosowanego przez bank przyszły już po zawarciu umowy i nie były przez nikogo akceptowane? Czy doręczenie niepodpisanego harmonogramu, który zgodnie z umową obowiązuje mocą jednostronnej decyzji banku, może być traktowane jako uzupełnienie umowy kredytu o kurs kupna przyjęty do indeksacji – czyli do ustalenia wirtualnej kwoty indeksacji w CHF? A jeżeli nie, to gdzie są podstawy do ustalania wysokości kwoty raty w CHF, skoro w aneksie ich nie ma? 

W sprawie będzie przygotowywana apelacja. Należy więc mieć nadzieję, że Sąd Apelacyjny w Warszawie udzieli odpowiedzi na te i inne pytania, które pojawiły się po wczorajszym wyroku (sygn. akt XXV C 1621/14).

[Autor jest pełnomocnikiem powodów] 

piątek, 28 sierpnia 2015

Dlaczego ustawa "antyfrankowa" jest zła.

W roli komentarza do projektu ustawy - in extenso stanowisko European Legal Committee for Consumer Rights, złożone przedwczoraj w Senacie:



Komisja Budżetu i Finansów Publicznych

Sekretariat: tel. 22 694-90-45, fax  22 694-94-05,
e-mail: kbfp@senat.gov.pl

Do:

Pan Kazimierz Kleina
                                                               Przewodniczący Komisji Budżetu i Finansów Publicznych
                                                               SENAT RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ

Poznań, 26.08.2015

Dot.: druk nr 1048, ustawy o szczególnych zasadach restrukturyzacji walutowych kredytów mieszkaniowych w związku ze zmianą kursu walut obcych do waluty polskiej


Opinia
European Legal Committee for Consumer Rights

W imieniu European Legal Committee for Consumer Rights z siedzibą w Londynie, stowarzyszenia prawa angielskiego zajmującego się monitorowaniem i wspieraniem przestrzegania praw konsumenta wobec przedsiębiorstw finansowych, wnoszę następujące uwagi do ww. druku.


Projekt ustawy zmierza do kreowania stosunków prawnych, które nigdy nie istniały i które przy braku ingerencji ustawodawcy, nigdy by nie powstały. Chodzi tu o następujące postanowienia projektu:

- art. 2. pkt 1), mówiący o „walutowym kredycie mieszkaniowym”, przy czym z uwagi na treść art. 9 ust. 15) ustawy z 27.07.2002 Prawo dewizowe w brzmieniu obowiązującym do 24.01.2009 r. (Dz.U. z 2002, nr 141, poz. 1178 zm.), kredyt walutowy udzielony konsumentowi, mającemu status rezydenta w świetle tej ustawy, byłby nieważny na podstawie art. 58 § 2 k.c. jako sprzeczny z ustawą,

- art. 4. ust. 1 pkt 1), mówiący o „pozostałej do spłaty kwocie kapitału walutowego”, przy czym, niezależnie od ww. uwag, jak wynika z odesłania w art. 2 pkt 1) projektu do art. 69 ust. 2 pkt 4a ustawy z 29.08.1997 r. Prawo bankowe, projekt odnosi się do umów kredytowych, w których prawa i obowiązki stron dotyczą świadczeń w walucie krajowej,

- art. 4 ust. 1 pkt 4), mówiący o akceptacji „kursu kupna waluty obcej, ustalanego przez kredytodawcę”, sankcjonującego postanowienia umowne polegające na dowolnym ustalaniu kursu indeksacji lub denominacji kredytu przez kredytodawcę, które to postanowienia umowne, zgodnie z jednolitym krajowym i europejskim orzecznictwem sądowym, są niedozwolone, o czym przesądziły m.in. prawomocne i ostateczne wyroki SOKiK  XVII AmC 426/09, XVII AmC 1531/09, XVII AmC 5344/11 oraz wyrok TSUE C-26/13,

- art. 7 i 8, mówiące o „umorzonej przez bank kwocie kredytu”, sugerując że kwota kredytu w tym zakresie w ogóle istniała.

Na wskazaną wyżej fundamentalną wadliwość projektu zwraca uwagę Krajowa Rada Sądownictwa w opinii z 31.07.2015 pkt 1) do ww. druku sejmowego.


Projekt w zakresie, w jakim zmierza do konwalidacji umów kredytowych zawierających niedozwolone klauzule, jest sprzeczny zarówno z art. 6 ust. 1 i 7 ust. 1 dyrektywy 93/13/WE, jak i z jednolitym orzecznictwem TSUE, wyrażonym np. w wyr. C-168/05, C-137/08, C-453/10 i C-604/11, narażając Rzeczpospolitą Polską na sankcje Komisji Europejskiej wynikające z uporczywego i rażącego naruszania acquis communautaire.

Projekt stanowi też próbę konwalidacji umów kredytowych z klauzulą indeksacji walutowej lub denominacji walutowej w zakresie, w jakim umowy te zawierają wbudowany instrument pochodny w rozumieniu art. 39 § 10-13 Międzynarodowych Standardów Rachunkowości i art. 35a ustawy z 29.09.1994 o rachunkowości. Skuteczność wbudowania instrumentu pochodnego w umowę kredytową wywołuje zasadnicze wątpliwości, które w najbliższym czasie będą przedmiotem rozstrzygnięcia TSUE w sprawie C-312/14. Jak wynika z dorobku orzeczniczego polskich sądów, negatywna ocena instrumentu finansowego z punktu widzenia dobrych obyczajów może prowadzić nawet do ustalenia nieważności umowy, o czym stanowi m.in. wyr. SN I CSK 651/12.

Odniesienie w art. 4 ust. 2 pkt 1) projektu do stawki WIBOR jest wątpliwe aksjologicznie. Stawka WIBOR jest ustalana między tymi samymi bankami, które występują w roli kredytodawców, stosując tę stawkę w umowach z klientami. Ustalanie stawki WIBOR nie było do roku 2013 poddane jakiejkolwiek zewnętrznej kontroli. Fakt ten w powiązaniu z obserwowaną w latach 2007-2008 anomalią, polegającą na utrzymywaniu się wysokich stóp WIBOR mimo znacznej obniżki stóp NBP i dobrych prognoz dla polskiej gospodarki, w tym dla waluty krajowej, jak również w powiązaniu z publicznie znanymi faktami ogromnych nadużyć w stosowaniu analogicznych procedur w ustalaniu stawek LIBOR i EURIBOR, oznacza że oparcie rozliczeń umowy kredytowej o notowania stawki WIBOR nie może być traktowane jako należycie chroniące interesy konsumenta.

Projekt nie wyjaśnia według jakich kryteriów ustalana ma być wartość kredytu przy wyliczaniu wskaźnika LtV, o którym mowa w art. 3 ust. 3 pkt 3) projektu. Jeżeli miałaby to być kwota kredytu przeliczona po kursie waluty obcej, ustalaym dowolnie przez bank, zastosowanie znajduje ww. uwaga nb. 1 tiret drugie.

Uzasadnienie projektu nie przedstawia kryteriów rozgraniczenia między osobami uprawnionymi do złożenia wniosku, o którym mowa w art. 3 i osób, którym to uprawnienie nie ma przysługiwać. Nie widać racji, dla których np. osoba mająca na utrzymaniu trójkę dzieci ma być pozbawiona tego prawa z uwagi na to, że posiada inny lokal mieszalny, niezależnie od tego, czy posiadanie to jest trwałe czy czasowe i czy lokal ten jest w stanie zaspokoić potrzeby mieszkaniowe domowników. Inny przykład może dotyczyć osoby, która zaciągnęła kredyty w walucie kredytowej bez klauzuli indeksacyjnej lub denominacyjnej, która nie jest w stanie spłacać kredytu z uwagi na wysokie, w porównaniu ze stawkami NBP, stawki oprocentowania WIBOR. Stanowi to o istotnych wątpliwościach co do zgodności projektu z konstytucyjną zasadą równości wobec prawa. Przytoczone wyżej wątpliwości natury konstytucyjnej, wskazuje również Krajowa Rada Sądownictwa w ww. opinii, pkt 3).

Wskazane wyżej wątpliwości natury konstytucyjnej wiążą się z asystemowością projektu, który abstrahuje od istniejących w systemie prawa instrumentów wsparcia dla nadmiernie zadłużonych konsumentów, w szczególności dotyczących upadłości konsumenckiej. Jeżeli ustawodawca dochodzi do wniosku, że przewidziane prawem instrumenty ochrony konsumenta ogłaszającego upadłość nie są wystarczające, to zgodnie z zasadami prawidłowej legislacji powinien w pierwszym rzędzie zmodyfikować wskazane regulacje, a nie tworzyć nowy, nadzwyczajny system norm.

Już jako podręcznikowy przykład logicznego błędnego koła, nie do obrony na polu zasad prawidłowej legislacji, jawi się dwukrotnie powtórzona, w art. 4 ust. 3 i art. 5 ust. 3), regulacja następującej treści:

„Jeżeli umowa o walutowy kredyt mieszkaniowy przewiduje zmiany oprocentowania kredytu uzależnione od decyzji zarządu banku, oprocentowanie zobowiązania kredytobiorcy, o którym mowa w ust. 2 ustala się na poziomie i zasadach przyjętych w umowie o walutowy kredyt mieszkaniowy.”

W związku z powyższym, przedmiotowy projekt powinien zostać odrzucony w całości.


piątek, 31 lipca 2015

Prowizja dla banku do zwrotu?

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w wyroku z 26.02.2015 w sprawie C-143/13 (Matei) wypowiedział następujące zdanie:

„Postępowanie główne dotyczy kwestii powodów uzasadniających rozpatrywane warunki, a w szczególności tego, czy w zakresie, w jakim wiążą się dla konsumenta z zapłatą prowizji dużej wysokości, która to prowizja ma na celu zapewnienie spłaty kredytu, podczas gdy wskazano, że to ryzyko zostało już zabezpieczone hipoteką i że w zamian za tę prowizję bank nie świadczy rzeczywistej usługi konsumentowi wyłącznie w jego interesie, warunki te powinny zostać uznane za nieuczciwe w rozumieniu art. 3 dyrektywy 93/13” (nb. 71).

Dla Trybunału prowizja dużej wysokości to prowizja stanowiąca iloczyn kwoty kredytu pozostałego do spłaty i współczynnika 0,74% oraz 0, 22 %, co w sprawie dało prowizję w wysokości 1.397,17 EUR oraz 39.955,98 CHF (nb. 27).

W sprawie chodziło o prowizję nazwaną „dodatkową prowizją od ryzyka”. Oprócz tej prowizji nie było umówionej innej prowizji. Kredytobiorca był oczywiście zobowiązany do zwrotu kwoty kredytu wraz z odsetkami kredytowymi. Kredyt był zabezpieczony hipoteką. Wymagalność prowizji była w umowie uzależniona od jednostronnej decyzji banku.

Co do tej prowizji Trybunał wskazał, że zasadniczo nie mieści się ona w pojęciu głównych świadczeń stron. Przede wszystkim, jest tak dlatego, że bank nie świadczy w zamian za tę opłatę żadnych świadczeń, gdyż wynagrodzeniem za udzielenie kredytu są odsetki kredytowe.

Ta okoliczność oraz fakt zabezpieczenia kredytu hipoteką wskazują, że postanowienie przewidujące „prowizję od ryzyka” stanowi nieuczciwą klauzulę umowną, która jest bezskuteczna zgodnie z art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13, a w jej miejsce nie wchodzi inne postanowienie umowne zgodnie z art. 7 ust. 1 tej dyrektywy.

W prawie unijnym brak jest jednolitej definicji umowy kredytu. W prawie polskim definicja umowy kredytu również nie obejmuje prowizji od kredytu. Dokładnie rzecz ujmując, przepis zawierający definicję legalną umowy kredytu wspomina o prowizji (art. 69 ust. 1 pr. bank.), ale inny przepis dodaje, że umowa kredytu jest ważna i bez umówienia prowizji (art. 69 ust. 2 pkt 9 pr. bank.). Wynika z tego, że prowizja nie stanowi, obok kwoty kredytu i stawki odsetek kredytowych, elementu koniecznego umowy kredytu.

Umówienie prowizji od kredytu w prawie polskim nie jest skorelowane ani z określoną sytuacją kredytobiorcy, ani z cechami kredytowanego przedmiotu. Umówienie prowizji może, ale nie musi być związane z podwyższonym ryzykiem kredytowym objętym umową kredytową. Prowizja nie jest ekwiwalentem żadnego świadczenia banku wobec klienta, w szczególności nie jest ekwiwalentem obowiązku banku postawienia kwoty kredytu do dyspozycji klienta.

Wynika z tego, że prowizja od kredytu w prawie polskim odpowiada cechom prowizji, o której mówi Trybunał w wyroku C-143/13 nb. 71. W szczególności chodzi tu o takie obserwowane w praktyce rodzaje prowizji, które nie są związane ze zmianą okoliczności po zawarciu umowy kredytu, takie jak prowizja przygotowawcza czy prowizja za administrowanie kredytem. Wątpliwości może wywoływać objęcie wykładnią Trybunału tych rodzajów prowizji, które są związane ze zmianą okoliczności, takich jak prowizja za niewykorzystanie kredytu czy prowizja od wcześniejszej spłaty; w tych przypadkach prowizji można bronić podnosząc, że bank nie otrzymuje odsetek, a klient płaci za samą możliwość skorzystania z kredytu.

Czy po wyroku C-143/13, postanowienia umowne dotyczące takiej prowizji należy traktować jako bezskuteczne na podstawie art. 3851 § 1 k.c., a umowy kredytowe jako wiążące strony w pozostałym zakresie na podstawie art. 3851 § 2 k.c. (zgodnie z wyrokami Trybunału C-618/10 i C-397/11)? Kto pierwszy podniesie tę kwestię w procesie? Czy banki już powinny tworzyć rezerwy z tego tytułu?